Rozdział 14 – Wymiana

Cz. 14

Wymiana

Na kanapie przed nimi rozsiadł się Junior, za jego plecami stało dwóch ochroniarzy, z prawej i lewej czujnie obserwowała ich siódemka demonów, a drzwi za nimi blokowała kolejna trójka, która wprowadziła ich do środka.

Wśród otaczającej ich dziesiątki, Klaudia wyczuwała, że trójka jest dosyć potężna, jednak względem samego Juniora i jego ochroniarzy nie wydawali się czymś specjalnym. Sam Junior był absurdalny, dziewczyna czuła jak po plecach spływa jej zimy pot. Miała wrażenie jakby sama jego obecność mogła skorumpować czyjś umysł. Aczkolwiek, tym co alarmowało ją jeszcze bardziej, był fakt, że jego ochroniarze mieli niezwykle podobną do niego obecność. Ich moc była zdecydowanie mniejsza, jednak ich atmosfera była nienaturalnie podobna do jego aury.

– Cóż za niespotykany widok – zaczął spokojnie Junior, patrząc na nadprzyrodzonych towarzyszy zespołu. – Mogę wiedzieć, co tu robicie razem?

– Współpracujemy – skomentował jednym słowem Zik.

– Jak do tego doszło, możesz mi to wyjaśnić? – Junior skierował wzrok w stronę Asemoda.

– Później – wciął się Michał. – Najpierw interesy. Gdzie oni są?

Wśród obserwujących ich demonów, zapanował szmer niezadowolenia z powodu aroganckiego tonu człowieka, nikt jednak głośno nie zaprotestował.

– Niedaleko. Macie moją zapłatę? – lider demonów spojrzał na nich sceptycznie.

Robert wyjął małe czarne pudełko, mieszczące się w jednej dłoni i uniósł na wysokość oczu, trzymając je w trzech palcach.

– Pokaż. – Junior wyciągnął rękę.

Metalowiec łamane przez harleyowiec podrzucił je lekko i złapał całą dłonią dając do zrozumienia, że nie zamierza się z nim rozstawać.

– Gdzie oni są? – zapytał ponownie Michał.

– Pokaż – zażądał ponownie demon.

– Pytam, gdzie są?

– Podaj mi to, a od razu każę ich przyprowadzić.

Michał dalej nieustępliwie chciał ciągnąć tę wymianę i gdy już miał ponownie się odzywać, doszedł go głos z za pleców.

– Zróbcie to – odezwał się Asemod. – Junior jest nieustępliwy, więc nie odpuści. Po za tym jeszcze nigdy nie słyszałem, żeby nie dotrzymał umowy.

Po chwili Michał kiwnął głową w stronę Roberta. Ten w reakcji rzucił pudełko do Azmeusza. Junior chwycił je w locie i od razu polecił.

– Wprowadźcie ich.

Dopiero po tych słowach sprawdził zawartość puzderka i ledwie je otworzył, zaraz je zamknął z uśmiechem.

W tym czasie do pomieszczenia wprowadzono trzech mężczyzn. Starszy, niemal łysy mężczyzna w poszarpanym brązowym garniturze, trzydziestokilkulatek w brudnej białej koszuli i jeansie oraz ogolony na łyso mężczyzna w czarnym garniturze, po którego wyglądzie nie trudno było zgadnąć, że należał do ochrony.

Widać było, że nie byli ranni, jednak z pewnością wiele przeszli przez ostatnich kilkanaście dni. Podkrążone oczy, blade twarze i na wpół martwe spojrzenia. Łatwo było się domyślić jaki horror musiał sprezentować im demon, który włamał się do ośrodka, w którym się ukrywali.

Michał podszedł do trójki i wyciągnął rękę w akcie przywitania. Pierwszy odpowiedział mężczyzna wyglądający na ochroniarza. Mimo jego wyczerpanego wyglądu, uścisk był mocny i silny.

– Jestem Albert Wilert, byłem zastępcą szefa ochrony. Rozumiem, że będziemy teraz w waszych rękach? To profesorowie Zamilski i Zerbew. – Odezwał się spokojnie z nutą ulgi w głosie i wskazał mężczyzn za swoimi plecami.

Starszy z dwójki wyciągnął chustkę z kieszeni na piersi i wycierając pot z twarzy przedstawił się wyciągając rękę.

– Piotr Zamilski, szef projektu.

Michał uścisnął jego dłoń i spojrzał na ostatniego, który nie ruszając się z miejsca, powiedział głosem kompletnie pozbawionym tonacji.

– Bartosz Zerbew.

– Proszę mu wybaczyć – wstawił się za niego spanikowany Zamilski. – Ten potwór, który nas zaatakował, przez kilka godzin w jakiś dziwny sposób go torturował.

Słowa te najwidoczniej przywołały jakieś nieprzyjemne wspomnienia, gdyż Zerbew niemal w panice zrobił krok w tył, drżąc na całym ciele.

– Nie ma problemu. Postaramy się mu niedługo pomóc – zapewnił ich Michał. – Teraz wracając.

Odwrócił się do Zika i Asemoda.

– Chcieliście o czymś z Juniorem porozmawiać.

– Czyli już możemy? Dziękujemy za pozwolenie – zaczął zirytowany demon. Westchnął tylko i zwrócił się do Juniora. – Planujemy połączyć siły z ludźmi. Możemy na ciebie liczyć?

Mina Juniora na ułamek sekundy nabrała ostrości, lecz już po chwili zapytał wyglądając równie obojętnie co przedtem.

– Skontaktowaliście się już z nim?

– Nie. Zamierzamy połączyć siły z ludźmi, by zwiększyć szanse jego odnalezienia. Dlatego ciebie też chcemy prosić o współpracę – wyjaśnił swoje motywy poważnym głosem.

– Zrozumcie, póki Lucyfer nie ogłosi jawnie, że wraca do walki po waszej stronie, nigdzie się nie wybieram. – Rozsiadł się jeszcze bardziej na kanapie. – Po za tym, jak niby miałbym wam pomóc?

– Uważam, że mógłbyś naprowadzić nas na ślad Asmodeusza. Kto inny jak ty…

– Dość! – Warknął Junior szczerząc kły, po czym twardo kontynuował. – Jeszcze jedno słowo o tym sukinsynie i za siebie nie ręczę. Nigdy go nie spotkałem, nigdy nie otrzymałem od niego nic pozytywnego. Jest tylko źródłem moich problemów, więc nie. Nie jestem w stanie wam pomóc.

– Przemyśl to… – dodał jeszcze Zik, po czym chciał się skierować się do wyjścia. Zatrzymał go przed tym Junior mówiąc prowokującym tonem.

– Nie chcesz jeszcze stąd wychodzić.

Wszyscy spojrzeli na niego z uniesionymi brwiami, tylko trójka mężczyzn, po których przybyli, miała miny jakby chcieli jak najszybciej opuścić to miejsce.

– Mam kilka informacji, które mogą was zainteresować, w szczególności wasz mały ruch oporu – zaczął uśmiechnięty Junior, wpatrując się w twarz Zika. – Tylko czy macie czym mi za te informacje zapłacić?

– Ile chcesz? – zapytał bez ogródek anioł.

– Cztery. – Uniósł dłoń z zaciśniętym kciukiem.

– Dam dwie.

– Cztery – powtórzył twardo, wciąż się szczerząc.

– Dwie, jeżeli informacje będą na prawdę przydatne, dorzucimy trzecią. Pasuje? – Wciął się Asemod.

– Niech będzie, moja strata. – Wzruszył teatralnie ramionami w geście rezygnacji, po czym uniósł wzrok i wyciągnął rękę.

Anioł wyciągnął mieszek z kieszeni i rzucił ku demonowi. Ten zajrzał szybko do środka i zaraz schował do kieszeni.

– Wiem, że na ziemi aktualnie jest koło tysiąca dwustu aniołów, w tym dokładnie sześćset czterdzieści Zwierzchności, około dwustu Panowań, obie Potęgi i Moce mają po około setce, podobnie jak Trony i Cherubini razem wzięci – wymieniał po kolei, jakby liczył sztuki jakiegoś towaru. – Co do Serafinów, wiem o dwudziestu czterech i o sześciu Archaniołach, przynajmniej mówię o tych, którzy mają ciała. Ileś z nich wciąż może być w formie astralnej. Do tego chodzą słuchy, że mają wysłać awatar jednego z Aniołów Destrukcji. – Pochylił się do nich i wystawił ponownie rękę. – To wciąż nie koniec.

Zik szybkim ruchem rzucił mu drugi mieszek.

– Masz i nie przerywaj.

Demon zaglądając do wnętrza ciągnął.

– Słyszeliśmy też, że wpadli na ślad lewiatana.

– Jednego z siedmiu grzechów? – zapytał Asemod ogłupiały.

– Nie Leviatana, a lewiatana. Bestie – sprostował Azmeusz. – Dam wam mapę, gdzie ponoć śpi, do tego wskażę wam miejsca, gdzie prowadzą eksperymenty nad Nifilimami i Kambionami. – Pstryknął palcem wskazując jednego ze swoich popleczników. Ten zaraz wyciągnął papiery i podał Michałowi, który stał najbliżej.

– Skąd wiemy, że to nie blef, albo nie zasadzka? – zapytał Robert.

– Zasadzka? Lepsza okazja niż teraz się pewnie nie nadarzy. – Spojrzał na niego jak na niedorozwiniętego, po czym oświadczył bezceremonialnie. – Co do blefu. Wiem, że wiecie, jak mnie znaleźć.

 

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *