Rozdział 16 – Zadanie

Cz. 16

Zadanie

– Jak myślisz, co powinniśmy zrobić? – zapytał Oskar, trzymając Excalibur w obu dłoniach i przyglądając mu się z każdej strony.

– Uważam, że powinniśmy zainterweniować. Jeżeli zakon Sióstr Jeziora upadnie, może to nam przyprawić wiele kłopotów w przyszłości. – Sid masował sobie skroń zastanawiając się nad kolejnym krokiem.

– Mają jakąś inną rolę niż zajmowanie się mieszańcami?

– Nimue i siostry nie bardzo, ale druidzi też są częścią zakonu. Oni, są dosyć potrzebni.

Chłopak spojrzał zaciekawiony w stronę mężczyzny, oczekując wyjaśnień.

– Pamiętasz jak nazwałem druidów „prawie przebudzonymi obdarzonymi” – zaczął tłumaczyć przypominając chłopakowi swoje słowa. – Druidzi są jednymi z zamków trzymającymi wrota piekieł w ryzach.

– Co? – Było jedynym słowem które mógł z siebie wydusić na tę wieść, tym czasem jego dłonie trzymające miecz zamarł w powietrzu.

– Z Luckiem uznaliśmy, że najrozsądniej będzie poukrywać klucze do otwarcia piekieł między różnymi religiami, nie tylko chrześcijaństwem. – Uniósł pięść odginając kolejno palce. – Po pierwsze, jak długo istnieć będą te elementy nawet po asymilacji z wiarą narzuconą przez anioły, klucze wciąż będą istnieć. Po drugie, anioły planowały wyplenić wszystkie inne wiary więc z pewnością nie będą szukać tych zamków w innych wierzeniach. I co najważniejsze, po trzecie, Piekło jest skarbcem wielu dusz. Każda z nich uwalnia pewną ilość energii, która wysącza się z wymiaru. Gdyby cała ta energia przedostawać się miała przez szczeliny we wrotach, Anioły zaraz zidentyfikowały by ich położenie. Dlatego stworzyliśmy grupę która posiada moce pochodzące właśnie z tego nadmiaru energii, co do pewnego stopnia przebudza ich własne moce, jednak są one tłamszone mocą z Piekła, stąd zwrot „Prawie przebudzonymi”.

– Druidzi?

– Druidzi – przytaknął.

– A cała ta sprawa z chronieniem kambionów i demonów? – Odłożył miecz i złożył razem dłonie, przyglądając się bacznie Sidowi.

– To się zaczęło dopiero niedawno. Nimue ich w to wciągnęła.

– To może warto im wyjaśnić? Powiedzieć, żeby wycofali się z obowiązku ochrony mieszańców? – zaproponował, co uważał było najrozsądniejszym rozwiązaniem.

– A jaki im podasz powód? – Sceptycyzm wylewał się wręcz z tonu Sida.

– Nie wiedzą? – zapytał oniemiały chłopak.

– To by tylko zwiększyło szansę, że któryś z nich zdradzi coś aniołom. Myślą, że istnieją jako obrońcy praw i naturalnego porządku rzeczy. Przynajmniej z taką filozofią ich zostawiliśmy.

– Dlaczego mam przeczucie, że głównym powodem, przez który chcesz im pomóc jest Nimue? – zapytał chłopak obdarzając Sida psotnym uśmiechem.

– Mów co chcesz – zaczął niewzruszony mężczyzna. – Obiektywnie rzecz biorąc, warto by było zadbać o ich przetrwanie.

Chłopak westchnął tylko lekko rozczarowany, po czym wskazał Excalibur i zapytał.

– A o co chodzi z tym mieczem?

– Ta broń może pozwolić się przebudzić wybranemu przez nią posiadaczowi.

– Mogę się nie znać – zaczął powoli. – Ale czy to nie oznacza, że jest tak jakby teraz bezużyteczny? Wiesz, sam mówiłeś że w tych czasach łatwo ludziom się przebudzić z powodu ilości mocy w atmosferze. A tu jeszcze trzeba wybrańca?

– Z moimi mocami można pominąć warunek wybrańca, do tego ten miecz ma pewną niezwykłą zdolność. Przy jego użyciu można zabić każdego anioła czy demona niezależnie czy się przebudziłeś czy nie.

Nastała chwila ciszy. Chłopak spojrzał na miecz po czym ponownie na Sida. Dobrze wiedział, że po za garstką obdarzonych, wliczając w to jego samego, istnieją tylko nieliczne bronie mogąca uśmiercić Serafinów. O bytach wyższej rangi nie wspominając.

– Rozumiem, to ma sens. – Po chwili milczenia kontynuował. – Jednak wciąż mam pewne pytanie. Jak chcesz im pomóc? Przecież nie możesz się stąd ruszać.

– Fakt, dlatego to będzie twoja robota. – Spokojnie oświadczył, jak by to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

– Miałem trenować – skwitował chłopak.

– Mówisz jakbyś myślał, że nic z tej wycieczki nie wyniesiesz – stwierdził machnąwszy dłonią, zbywając temat.

W odpowiedzi otrzymał przeciągle wpatrującego się w niego spode łba w kompletnej ciszy Oskara. W końcu mężczyzna nie wytrzymał.

– Dobrze. Proszę cię, żebyś to zrobił. Naprawdę trzeba się tym zająć. Do tego jeżeli przekonasz druidów, żeby nauczyli cię części swoich sztuk, szybko zyskasz na sile.

Chłopak zastanowił się dłuższą chwilę. Trening którego doświadczał nie był satysfakcjonujący, nie odczuwał żeby stawał się silniejszy. Niby spędził pod okiem Sida zaledwie kilka dni, jednak nie odczuwał nawet wrażenia, żeby się poprawiał, choć z pewnością jego zasób wiedzy teoretycznej stał się znacznie większy, regularnie pozbawiając go kolejnych warstw zdrowego rozumu. Do tego zarówno ten zagadkowy nadprzyrodzony jak i wycieraczka, potrafili być niezwykle irytujący. Jednak gdy logicznie zastanowił się nad kilkoma aspektami nasunęła się mu na myśl lawina pytań.

– Jak niby miałbym się tam w ogóle dostać? – zaczął od technicznych spraw, nie kryjąc swojego poirytowania w głosie. – To wyspa, promy tam już nie pływają tak regularnie. – Przyszło mu na myśl wyobrażenie jak Sid mówi mu by wyruszył piechotą. Wiedział, że mimo całkiem imponujących mocy w jakich był posiadaniu, taka podróż była zdecydowanie po za jego… Zamarł, zastanowił się jeszcze chwile, po czym dodał. – To daleko.

– Przeniosę cię tam.

– Przecież nie możesz używać swoich mocy, żeby się nie zdradzić.

– Na zewnątrz – wyjaśnił. – Ta przestrzeń jest barierą która mnie ukrywa. Mogę używać swoich mocy dowolnie stąd. Za to inni. – Spojrzał wymownie na chłopaka.

Oskar pokiwał głową dając do zrozumienia, że dotarł do nie go przekaz, jednak nie skończył jeszcze z pytaniami.

Skierowali głowy w jednym kierunku. Z oddali wyczuwali gigantyczne pokłady mocy.

– To ze strony miasta – skomentował chłopak, gotowy by tam pędzić.

– Czekaj – przystopował go Sid.

– Niby na co? Coś ewidentnie bombarduje barierę miasta i w dodatku jest na poziomie archanioła, myślisz…

– Ale to nie archanioł – przerwał mu mężczyzna. – To nawet nie anioł.

– To demon.

– Sam powiedziałeś „coś”, dlaczego? – zapytał surowo, by utrzymać chłopaka w ryzach.

– No i co? Trochę się różni od demonów, ale to nie znaczy…

– To nie demon, tylko coś się maskujące jako jeden i dobrze to wiesz. – Ponownie wciął się w zdanie. – Nie masz pewności czy będziesz w stanie to zabić, sam nie mam pojęcia czym to jest.

– Jeszcze nie zużyłem tych dusz, które we mnie wcisnąłeś – warknął groźnie. – Poradzę sobie.

– Mam lepszy pomysł. – Sid wrócił do swojego spokojnego, melancholijnego wręcz tonu.

– Mam siedzieć i nic nie robić, jak ty w przeszłości?

– Nie. Wyruszysz do zakonu.

– A miasto? – chłopak wyglądał jakby zaraz miał eksplodować.

– Ja się tym zajmę.

Oskar wziął głęboki wdech.

– Sam mówiłeś, że nie możesz używać swoich mocy na zewnątrz, a stąd nawet ty tego nie zabijesz.

Sid chwycił za Excalibur i unosząc go lekko na wysokość oczu, uśmiechnął się wymownie.

– Spokojnie, powinieneś już się nauczyć, że mam swoje sposoby.

 

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *