Rozdział 17 – Niepokój

Cz. 17

Niepokój

Na uboczu obozowiska siedziała sfrustrowana Klaudia. Wciąż na samą myśl o Juniorze przechodziły ją ciarki, jakby coś nieludzkiego wpełzło pod jej skórę. Nawet teraz, gdy znacznie się od niego oddalili, nie mogła zapomnieć presji zagrożenia jaką wywoływała jego obecność. Jednak głównym źródłem jej niezadowolenia było coś kompletnie innego niż to niemal traumatyczne wspomnienie. Męczyły ją ostatnie zdania jakie wymienili z tym demonem.

Chwilę przed opuszczeniem obozowiska Juniora, ten zapytał czy jako ludzie naprawdę chcą próbować zawiązać sojusz z demonami. Wtedy przyszła jej na myśl tylko jedna odpowiedź.

– Jeżeli to może być metodą na zwycięstwo, to nie mogę zrozumieć nad czym się tu zastanawiać. Nawet jeżeli to tylko moja opinia.

Słysząc jej stanowisko, demon zapytał się o co jej chodzi.

– Dowództwo może być mimo wszystko przeciwne, jak i reszta ocalałych. Nie ważne jak dobra to byłaby propozycja – odpowiedziała mu zdegustowana.

– Czy mi się tylko wydaje, czy ty nie rozumiesz dlaczego nie podoba im się ta opcja? – zapytał niemal osłupiały.

– Jeżeli jest najlepszym wyborem, to chyba oczywistym jest zaakceptować sojusz.

Usłyszawszy te słowa wybuchł głośnym śmiechem. Gdy w końcu się uspokoił, spojrzał na nią i pozostałych przeciągle.

– Ludzie nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Pozwólcie, że wam coś wyjaśnię, bo chyba nie rozumiecie. Uznajcie to za darmową poradę. Wiecie, dlaczego możecie mówić takie rzeczy? Dlaczego jesteście w stanie tutaj przyjść i rozmawiać z demonami w ich gnieździe? – Zwrócił wzrok ku Asemodowi i Zikowi. – Dlaczego jesteście w stanie spać spokojnie mimo, że współpracujecie z aniołem i demonem? Bo jesteście silni. – Niemal wypluł z siebie te słowa. – Jesteście silni, ale inni ludzie są słabi i czują strach przed nadprzyrodzonymi bytami wykraczającymi poza ich zrozumienie. Ale wy jesteście silni i zapomnieliście co to znaczy być słabym.

Klaudia poczuła jak mimowolnie się rumieni. Faktem było, że od pewnego czasu przestała rozważać swoje bezpieczeństwo przez pryzmat strachu, nawet gdy go odczuwała. Była gotowa umrzeć w każdej chwili, nawet jeżeli mimo wszystko użyłaby wszystkich swoich sił by przeżyć. Liczył się wynik i zadanie. Oczywiście zawsze była ostrożna, ale od dawna się nie wahała by wskoczyć w przysłowiowy ogień. W końcu przyszło jej żyć w absurdalnych czasach, gdzie po świecie chodziły demony i anioły, nie wspominając już o innych nadprzyrodzonych bytach, które przyszło jej spotkać.

Gdy miała wrażenie, że jej rozpalona twarz jest już czerwona jak burak, zapytała Juniora chcąc wyładować w ten sposób choć odrobinę swojej frustracji.

– I ty niby wiesz jak się czuje ktoś słaby? – zadała to pytanie mając przed sobą monstrum, przez które nawet jej drętwy instynkt przetrwania wył zaalarmowany.

– Oczywiście, że wiem. Wszystkie demony, które podpisywały pakty z ludźmi musiały pamiętać jak to jest być słabym. W końcu te pakty żerowały zwykle na ludzkich słabościach – obwieścił z istnie demonicznym uśmiechem.

Teraz gdy wspominała tę wymianę żarzyła się w niej irytacja. W słowach demona nie było żadnej pomyłki. Trafił idealnie tam gdzie ją uwierało, zdawała sobie z tego sprawę i z tego powodu nie mogła przestać o tym myśleć.

W czasie drogi powrotnej zauważyła, że Michałowi i Andrzejowi także ciążyły te słowa. Tylko Robert wydawał się niewzruszony. Tymczasem zarówno Zik jak i Asemod sprawiali wrażenie zamyślonych z jakiegoś powodu, więc ostatnie cztery dni powrotu do miasta były raczej monotonne. Co było swego rodzaju błogosławieństwem zważając na to w jakiej byli teraz sytuacji.

Zwykle podróż powinna zająć trzy dni, jednak tym razem mieli ze sobą bagaż w postaci odebranych zakładników. Do tego codziennie robili po dwa dodatkowe postoje by Robert mógł przeprowadzić małe rytuały magiczne, które były kuracją niemal zmiażdżonego umysłu Zerbewa. Okazało, się że demon który go torturował okaleczył bezpośrednio jego duszę, co odbiło się na jego osobowości. Metalowiec łamane przez harleyowiec ocenił, że można go prawdopodobnie wyleczyć, jednak wymagało to niezwłocznego rozpoczęcia kuracji składającej się z przynajmniej pięciu zaklęć dziennie, przez co byli zmuszeni robić dwa dodatkowe postoje niż wstępnie planowali, plus przedłużać pozostałe o czas potrzebny do spreparowania zaklęcia.

Na początku dowiedziawszy się czym są Zik i Asemod, Wilert wraz z Zamilskim chcieli odmówić ich ochronie, jednak zrozumiawszy, że nie maja wyboru i w najgorszym razie zostaną zaciągnięci siłą, postanowili współpracować. Jednak z tego powodu trzymali języki na kłódkę odnośnie wszelkich informacji jakie mieli na temat ośrodka, w którym pracowali.

By dotrzeć do granicy bariery zostały im może dwie godziny drogi, byli już wewnątrz nienaturalnego lasu okalającego miasto. Zatrzymali się mimo bycia tak blisko powrotu, gdyż przyszła właśnie pora na kurację Zerbewa. W czasie gdy Robert zajmował się pacjentem, uwagę Klaudii przykuł Asemod zbliżający się do Michała siedzącego koło jednego z pni.

– Uznaliśmy z Zikiem, że już pora się rozdzielić – oznajmił bezceremonialnie.

– Co planujecie dalej?

– Przekażemy informacje Juniora kilku osobom i wrócimy w te okolice za jakieś dziesięć dni. – Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej monetę z kwadratowym otworem w środku. – Użyjcie tego by się z nami skontaktować, jeżeli uda się wam dostać pozwolenie.

– Jak mamy tego użyć? – zapytał Michał przewracając monetę w palcach.

– Zapytaj go jak będzie wolny – demon wskazał Roberta. – Powinien bez problemu to rozpracować.

Demon odszedł wraz z Zikiem od obozowiska, rzucając przez ramię.

– Liczę na dobre wieści.

– Czekajcie – przyhamowała ich Klaudia. – Coś absurdalnego się tutaj zbliża. – Spojrzała po wszystkich zaskoczona. Ostatni tydzień dał jej zbyt wiele niespodzianek. Miała już ich dość.

– Co to? Demon, anioł, kolejny przesyłak? – Andrzej spojrzał na nią uważnie, sięgając powoli po torbę, gotowy wyciągnąć najadekwatniejszy przedmiot w swoim posiadaniu.

– Nie wiem.

Asemod spojrzał na nią ze zmarszczonym czołem i zaraz Zik zaczął rozglądać się skonfundowany.

– W życiu nie wyczuwałam niczego podobnego – zaczęła tłumaczyć dziewczyna. – Nie wiem, co to, ale przypomina coś nowego, do tego ciężko dokładnie określić jego położenie. Ale… – zawahała się przez chwilę.

– No – pogonił ją Michał trzymający już w dłoni rewolwer.

– Jakbym patrzyła na potwora Frankensteina. Nie wiem co jest w rdzeniu, ale sprawia wrażenie jakby miał przyszyte części demonów, aniołów i innych potworów. – Po chwili milczenia dodała pół głosem. – I jest absurdalnie potężny.

Nagle ogarnęła ich biel. Chwilę im zajęło zrozumieć, że oślepiło ich białe światło. Zaraz potem poczuli wstrząs i usłyszeli grzmot przypominający dźwięk błyskawicy, ten był jednak znacznie głośniejszy i przeciągły.

– Atakuje barierę miasta – ogłosił Zik będąc świadomym, że wszyscy prócz byłych rezydentów kompleksu badawczego, zdawali sobie już z tego sprawę.

 

 

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *