Rozdział 20 – Starcie

Cz. 20

Starcie

Michał nie czuł się zbyt pewnie w zaistniałej sytuacji. Przed nim unosił się jakiś absurdalny potwór mogący bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu poradzić sobie z najgroźniejszymi pociskami jakie posiadał.

Większość uzbrojenia jakim się posługiwał, było dedykowane do zwalczania szkrzydlatych lub przysmażonych. Jednak te pięć pocisków, które wpakował w swojego przeciwnika miały za zadanie osłabić jego nadnaturalne zdolności niezależnie od jego przynależności gatunkowej. Jednak mimo wpakowania w niego połowy swoich zapasów, nie dało to najmniejszego rezultatu. Dlaczego wybrał taką amunicję? Gdyż na chwilę przed atakiem Zik z Asemodem przestrzegli go, że stanie naprzeciwko mutanta różniącego się od aniołów i demonów. Nawet zaklęcie przygotowane dzięki współpracy Andrzeja, Zika i Asemoda, które uderzyło bezpośrednio przeciwnika, zostało bez problemu rozproszone.

– Imponujesz mi. – Mimo paniki jaką odczuwał Michał z kamienną miną postanowił kupić trochę czasu, aż przygotowane zostanie kolejne uderzenie. – Kim ty w ogóle jesteś?

Nieznajomy bez słowa skierował swoją uwagę ku ziemi i gdy tylko uśmiechnął się lekko, skrzyżował wzrok z Michałem.

– Możesz mi mówić Apros. Przybyłem w swej łaskawości by zakończyć wojnę trawiącą ten świat.

– W jaki niby sposób? – zapytał podejrzliwie Michał.

– Pozbywając się jej źródła, czyli wszystkiego związanego z nadprzyrodzonymi mocami.

– Chcesz wszystkich zabić?

– Pod żadnym pozorem. – Wzniósł ręce w obronnym geście. – Zginie tylko kilka osób, które nie mogą przetrwać. Reszcie zamierzam wymazać pamięć – oświadczył z dumą wypinając pierś. – Zapomnicie o wszystkim co nadprzyrodzone, dzięki czemu obie strony stracą źródło swojej mocy.

– O czym ty mówisz? – Człowiek zmierzył Aprosa wzrokiem, rozumiejąc że rozmawia z kimś niebezpiecznym. – Czym to by się różniło od śmierci?

– Rozumiem, że możecie czuć się niepewnie. Ale mogę wam zagwarantować, że tylko w ten sposób przeżyjecie – stwierdził z zatroskaną miną. – Tylko tak odbierzecie moc tym potworom. To znacznie lepsze rozwiązanie, niż sprzymierzanie się z nimi – dodał, rzucając pogardliwe spojrzenie w stronę gdzie przebywał Zik z Asemodem, zdradzając tym samym, że dobrze wie w jakim położeniu się znajduje.

–  Myślisz, że wciśniesz nam ten kit? – Michał ponownie wycelował. – Jak by to uwolniło nas od bycia paliwem?

Aprosowi mimowolnie opadła szczęka.

– Czyli już wiecie? – Ponownie rzucił okiem w kierunku dwójki. – Upierdliwe.

Michał widząc, że przeciwnik ponownie odwrócił od niego wzrok schował jeden rewolwer i sięgnął po nóż ofiarny trzymany za pasem, szarżując z nowym planem działania. Poprzednio gdy oddawał strzały, Apros chwycił wszystkie kule, więc możliwym było, że mógł sobie z nimi poradzić kontrując ich efekt. Jaki więc byłby skutek, gdyby cios został zadany w niechronione miejsce?

Gdy próbował ciąć go z góry, Apros nawet nie odwracając w jego kierunku wzroku uniósł dłoń na wysokość twarzy. Michał już miał nacisnąć spust rewolweru który trzymał przy pasie, kiedy obraz Aprosa zasłonił mu prochowiec. Błyskawicznie wyhamował, gdy przed nim pojawiły się plecy Zika. Ten uniósł dłoń na wzór agresora i w tej chwili między nimi rozbłysło żarzące światło. Michał poczuł jak wysychają mu usta, pali skóra, a jego włosy zaczynają wydzielać swąd spalenizny.

Gdy blask zbladł, zobaczył jak postać anioła przed nim cała paruje. Spora część jego płaszcza była przypalona, a zwykle wyprostowana postawa, teraz sugerowała, że zaraz się załamie. Niemal odruchowo wsparł Zika, z którego opadły wszystkie siły i zaczął opadać niczym marionetka której odcięto sznurki.

Anioł odwrócił w jego stronę, pokrytą licznymi poparzeniami twarz i z pół przytomnym spojrzeniem szepnął.

– Uciekaj.

– Jak przystało na Cytadelę – pochwalił Apros z niekłamanym szacunkiem w głosie. – To prawda, że Panowania są skonstruowane by wiele znieść, ale to naprawdę imponujące.

Wraz z końcem tych słów przygotował się ponownie do ataku. Nim jednak zdołał go wyegzekwować, pojawił się u jego boku dojrzały mężczyzna ubrany w strój przywodzący na myśl wojskowy mundur, który wymierzył cios w brzuch Aprosa. Ten skrzywił się na skutek uderzenia, kolejny cios w twarz sprawił że nieznacznie opadł ku ziemi. Kiedy miał zostać uderzony po raz trzeci, bez trudu chwycił pięść napastnika i patrząc na niego spode łba pokiwał tylko przecząco głową.

– Ted, ostrożnie, ten koleś to monstrum – ostrzegł przybyłego Michał.

Było jednak za późno, Apros w tym samej chwili uderzył Teda, tak, że ten po chwili wylądował na ziemi łamiąc po drodze kilka drzew i ryjąc w niej kilkumetrowy rów. Chciał zaraz ruszyć za nim w pościg, jednak błyskawicznie zahamował. Ted był w strefie bariery.

Michał chciał już się tam wycofać, jednak przypomniał sobie, że nieprzytomny Zik jest aniołem, do tego w swoim osłabionym stanie bariera mogłaby nie tylko go wypędzić ale nawet zabić. Rzucił więc okiem w stronę jednego z najpotężniejszych obdarzonych jakich znał.

Ted właśnie podnosił się z ziemi rozmasowując sobie kark. Na ten widok rozwścieczony Apros, instynktownie wyszczerzył kły które były nienaturalnie wielkie. Wtedy do Michała dotarło. Niezależnie od tego czym Apros by wewnątrz, ciało z którego korzystał należało do wampira. Korzystając z tego, że uwaga przeciwnika nie była skupiona na nim, sięgnął po kule zawierające srebro i zaczął ładować je do rewolweru. Musiał to robić jedną ręką, drugą wspierając ledwie przytomnego Zika, szło mu to dosyć sprawnie, dzięki licznym doświadczeniom gdy jedna z jego kończyn nie nadawała się do użycia.

Mimo wszystko, czuł jak zimny pot spływa mu po plecach przez ten wyścig z czasem. Sytuacja była lekko mówiąc wybuchowa. Ted u dołu starał się skupić na sobie uwagę Aprosa, jednak ten w każdej chwili mógł stracić nim zainteresowanie.

W pewnej chwili, poczuł jak ciężar na jego barkach zelżał. Zik zregenerował się na tyle by nie potrzebować wsparcia Michała. Wystarczyło jednak rzucić okiem by zrozumieć, że wciąż daleko mu było do bycia w formie do walki.

Apros w tym czasie wyprostował się z godnością i strzyknął karkiem przechylając lekko głowę. Następnie strzepnął spokojnie kurtkę i z twarzą kompletnie pozbawioną wyrazu zapytał Michała kierując w jego stronę wzrok.

– Co teraz? Macie plan co robić dalej?

Kompletnie ignorował widok przed jego oczami, jakby nie odczuwał żadnego zagrożenia ze strony broni znajdującej się w dłoni człowieka. Nawet anioł, który był co prawda ranny, jednak z każdą sekundą odzyskiwał siły, czy potężny obdarzony poniżej nie stanowili dla niego problemu.

– Co ze wsparciem?! – krzyknął Michał do Teda, nie odwracając wzroku z Aprosa.

– Jestem przednią strażą, dowództwo mobilizowało sporą grupę uderzeniową! Już powinni być w drodze! – odpowiedział z pewnym siebie uśmiechem cały czas obserwując agresora, który odwzajemnił jego spojrzenie bez cienia zniecierpliwienia.

Widok ten nie wiedzieć czemu zirytował Teda mimowolnie. Wybił się więc z ziemi z prędkością, której zwykły człowiek nie mógłby zarejestrować i kiedy wymierzył cios w twarz Aprosa, potężne kopnięcie wysłało go wysoko w powietrze.

W czasie gdy zdezorientowany Ted, próbował przeanalizować sytuację i zrozumieć co się dzieje, Apros zbliżył się do Michała i Zika. Anioł chciał wysunąć się na przód by ponownie zablokować jego uderzenie, a Michał wystrzelił kilkukrotnie wcześniej załadowanymi srebrnymi pociskami.

Wszystkie kule zostały ominięte minimalistycznymi ruchami i gdy przeciwnik był już tuż przed nimi na jego twarzy rozkwitł dziki i szeroki uśmiech odsłaniający garnitur zębów. Uniósł rękę podobnie jak wtedy gdy uderzał w barierę.

Czując ilość energii w jego dłoni zarówno Michał jak i Zik zamarli. Ich instynkty odmówiły reakcji, jedyne co mogli zrobić to patrzenie jak zbliża się ich koniec.

W tej właśnie chwili z gardła Aprosa wydarł się zwierzęcy ryk bólu, a jego zwiotczałe ciało zaczęło opadać.

 

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *