Rozdział 22 – Ratunek

Cz. 22

Ratunek

– Spierdalamy? – zapytał Franklin.

Robert mógł udzielić tylko jednej odpowiedzi.

– Zdecydowanie.

Obdarzony ponownie skierował całą swoją moc ku skrzydlatemu, tym razem jednak nie by go zranić. Agresor został odepchnięty w tył kosząc kilka drzew, aż w końcu upadł na ziemię w oddali.

Obaj mężczyźni nawet się nie zastanawiając, zerwali się z miejsc i zaczęli biec co sił w stronę, z której powinno nadejść wsparcie. Spodziewali się, że agresor będzie ich gonić i choć nie powiedzieli tego na głos, obaj byli gotowi przestać uciekać w razie gdyby ten przestał ich ścigać.

– Mogłeś celować w głowę. – Robert, który od wysiłku wciąż ciężko dyszał, zwrócił uwagę obdarzonemu.

– Celowałem – wyjaśnił. – Ale przekierował obrażenia.

Franklin biegł znacznie wolniej niż pozwalały na to jego zdolności, jego towarzysz pola walki był wyczerpany po użyciu magii i dało się zauważyć, że efekt wypitego ekstraktu zaczął słabnąć. Cały czas trzymał się trochę z tyłu by w razie potrzeby przyjąć pierwsze uderzenie.

Po kilkudziesięciu metrach agresor zaatakował ich od flanki, ponownie obierając sobie za cel Roberta. Widząc prędkość z jaką zaszarżował na nich przeciwnik, Franklin zdawał sobie sprawę, że nie ma cienia szans by tym razem pomóc magowi. Gdy ręka miała przeszyć twarz Roberta rozszedł się huk i skrzydlaty mężczyzna zmienił delikatnie swoją trajektorię unikając postrzału. Spowolniło to go o ułamek sekundy w czasie którego uderzyła go potężna fala energii, która ponownie posłała go między drzewa.

Obaj błyskawicznie wyhamowali i spojrzeli w stronę swoich wybawców. Niedaleko stała z wymierzoną bronią w ręku Klaudia, u boku której Franklin rozpoznał Arię.

– Spóźniłyśmy się? – zapytała Klaudia z szelmowskim uśmiechem.

– Świetne wyczucie – rzucił Robert, podbiegając do dwójki.

– Co to jest? – Aria wskazała podnoszącą się z ziemi skrzydlatą postać.

– Nie mam pojęcia, ale jeżeli rozwalimy mu łeb to powinien przestać się ruszać. – Robert rzucił okiem na Klaudię. – Co z tamtą trójką?

– Przekazałam ich patrolowi. Tu mogę się bardziej przydać.

– Jakiś plan? – Franklin widząc powoli zbliżającego się przeciwnika, przyjął postawę jakby gotów był się na niego rzucić.

Agresor podniósł wtedy rękę, która zaczęła lśnić. Dwójka obdarzonych wysunęła się naprzód by skontrować atak. Kiedy miał już aktywować jakąś magię, głowa skrzydlatego znalazła się w powietrzu i zaraz upadła u jego stóp. Po chwili całe ciało runęło tuż za nią.

Upadająca sylwetka odsłoniła postać mężczyzny koło trzydziestki z mieczem w dłoni, stojącego w pozycji jakby właśnie zakończył wymach kijem bejsbolowym.

– Cóż… to pewnie było dla was antyklimatyczne – rzucił do nich rozkładając ręce.

– Kim jesteś? – zapytała zaniepokojona Klaudia, która nie mogła nic od niego wyczuć. Spotkała już takie przypadki, ten był jednak kompletnie inny. Zwykle czyjaś obecność była wymazana, albo zakamuflowana tak by wyglądać jak jakieś zwierzę czy owad.

Tym razem stał przed nim ktoś o gigantycznej aurze, mogącej doprowadzić do szaleństwa, mimo to jego obecność wydawał się oczywista. Nie mogła go wyczuć nie dlatego, że jego aura była ukryta, tylko dlatego, że jeżeli się kompletnie na nim nie skupiła jak teraz, jego obecność była oczywista, jakby zaakceptowana już na poziomie instynktu.

– Spokojnie. – Nieznajomy uniósł dłoń w geście pojednania. – Jestem przyjacielem Oskara, przybyłem na jego prośbę by wam pomóc. Nazywam się Sid.

– Gdzie jest Oskar? – zażądała odpowiedzi z dzikim spojrzeniem.

Widząc ją, Sid zmarszczył lekko brwi, aż po chwili na jego twarzy pojawił się wyraz zrozumienia. Dopiero wtedy przemówił.

– Tymczasowo jest niedostępny. Pomaga mi z małym problemem. W zamian ja wpadłem ze wsparciem.

Robert sam chciał zadać kilka pytań, jednak nim zdążył, Sid oparł klingę o ramię i kontynuował.

– Chwilowo muszę znikać. Później porozmawiamy.

Ledwie skończył zdanie, zniknął z ich pola widzenia. Mimo, że dwójka z nich była obdarzonymi, a reszta wypiła ekstrakty z demonów, nie byli w stanie zarejestrować jak Sid się przemieścił.

– Co to było? – wykrztusił z siebie skołowany Franklin.

***

Michał nie dowierzał własnym oczom. Apros, który chwilę temu był w perfekcyjnej kondycji teraz oddalił się od nich z bladą facjatą. W pierwszej chwili wydawało się, że jego pozbawione siły ciało zderzy się z barierą, jednak wbrew oczekiwaniom ponownie wzniósł się na swoją poprzednią pozycję.

Ted unosił się tuż obok Zika i Michała. Cała trójka bacznie obserwowała Aprosa, który mimo marnego wyglądu zaczął emanować absurdalną ilością mocy ze swojego ciała. Obdarzony jednak mimowolnie rzucił przelotne spojrzenie na Zika i zapytał Michała.

– Dlaczego pierzasty nam pomaga?

– Jak ci powiem, to nie uwierzysz – skomentował mężczyzna. – Później o tym pogadamy, ale Zik jest po naszej stronie… przynajmniej na razie.

– Zik? – mruknął pod nosem, po czym wciąż obserwując Aprosa dodał. – Miło poznać.

– Przyjemność po mojej stronie – odpowiedział anioł wyprostowując się dostojnie. Wszystko wskazywało na to, że wróciła mu znaczna część sił.

Kiedy obie strony obserwowały i planowały co dalej, w pół drogi między nimi pojawił się mężczyzna jakby się tam nagle zmaterializował. Rzucił spojrzenie przez ramię na Michała i pozostałą dwójkę, uniósł rękę w której trzymał miecz, pomachał do nich mówiąc.

– Sid, kumpel Oskara, miło mi. Przyszedłem pomóc. – Potem zwrócił wzrok ku Aprosowi. – No i kogo tu mamy, nie spodziewałem się, że jeszcze żyjesz.

– Zastanawiam się kto jest bardziej zaskoczony – zaczął Apros wycofując swoją moc. – Kto by się spodziewał, że wyleziesz ze swojej jaskini?

– Wiesz jak to jest. – Wzruszył teatralnie ramionami. – Czasami trzeba się przewietrzyć. Ale tyle o mnie, co ty tutaj planujesz?

– Mam pewien biznes z ludźmi. Możesz nie przeszkadzać?

– Biznes? – Sid spojrzał na niego sceptycznie. – Wyglądało jakbyś próbował rozwalić barierę.

– Bo to próbowałem zrobić.

– A mógłbyś darować?

Apros odsunął się delikatnie, oniemiały.

– Nie mów, że jesteś po stronie ludzi?

– Tak się składa, że jestem. Teraz są pod moją ochroną. To bezpośrednia prośba od mojego nowego wspólnika.

– I co mi niby zrobisz? – Wyszczerzył dziko zęby w akcie groźby. – Przecież nie możesz używać swoich mocy tutaj.

– Fakt – przytaknął. – Ale mam to. – Wskazał miecz. – To Excalibur, może cię zabić, z resztą powinieneś się już przekonać. To nim załatwiłem twoją marionetkę na ziemi.

Apros przyjął posturę świadczącą o gotowości do walki, a jego wzrok bacznie obserwował ostrze. Zaszarżował na Sida, jego dłoń ponownie lśniła oślepiającą bielą. W odpowiedzi Sid wykonał proste cięcie, gdy nastąpił kontakt ostrza z mocą Aprosa światem wstrząsnęło i na wiele kilometrów rozszedł się dźwięk przypominające pęknięcie dzwonu.

Gdy świat odzyskał kolory, Michał wraz z pozostałą dwójką zobaczyła Aprosa, który znacznie się oddalił od Sida, jednak nie szło dostrzec na nim żadnych ran.

Tymczasem Sid przyglądał się klindze z uniesioną brwią, a dokładniej temu co z niej pozostało. Ostrze złamało się niedaleko za jelcem, tworząc z resztek ostrza szpic.

– To dopiero zwrot akcji – stwierdził, będąc pod niekrytym wrażeniem.

Apros widząc, że broń jego przeciwnika została złamana, uśmiechnął się drapieżnie. Jednak jego mina zaraz zrzedła kiedy zobaczył jak Sid unosił dłoń w jego kierunku mając determinację wypisaną na twarzy. Apros w widoczny sposób odczuł cień paniki i zaraz zniknął nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.

Na ten widok Sid odetchnął z ulgą, jeszcze raz spojrzał na resztkę miecza i westchnął smutno. Potem spojrzał na obrońców bariery uprzedzając ich nim się odezwali.

– Porozmawiamy później. Mam coś ważnego do zrobienia. Przekażcie swoim dowódcom, że za kilka dni wrócę i będę chciał się z nimi spotkać. – pomachał do nich z ciepłym uśmiechem i dodał. – Pozdrowienia od Oskara.

Z tymi słowami pozostawił ich samych sobie w liczbie dwóch skołowanych ludzi i jednego oniemiałego anioła.

 

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *