Rozdział 25 – Niespodzianka

Powietrze wokół było wilgotne, co powodowało, że lekki wiaterek, smagający co kilka minut mocniejszymi podmuchami, wydawał się lodowato zimny. Słońce także nie było w stanie pomóc z otaczającą temperaturą, gdyż chowało się za szarą, sięgającą aż po horyzont, pokrywą chmur.

Oskar rozejrzał się wokół, rozciągając się przeciągle. Otaczały go rozległe, zielone równiny. W oddali dostrzegał, niegdyś zapewne regularnie uczęszczane, teraz jednak kompletnie niepotrzebne i opustoszałe drogi. Na jednym ze wzgórz w okolicy spostrzegł, znaną mu jeszcze sprzed czasów apokalipsy, megalityczną konstrukcję.

Był wręcz pewien, że niemal każdy człowiek na świecie wiedział o jej istnieniu. W końcu ten kamienny krąg był jedną z najpopularniejszych konstrukcji w historii świata.

Właśnie od tej strony dojrzał dwie zbliżające się ku niemu sylwetki. Dwóch mężczyzn, jeden w brunatnym garniturze, drugi w czarnym płaszczu. Pierwszy wydawał się być dobrze po trzydziestce, a drugi niewiele starszy niż sam Oskar.

Obaj emanowali specyficznym rodzajem energii. Pod tym względem zdecydowanie przypominali siebie nawzajem, jednak ich moc wydawała się kompletnie nienaturalna. Dlatego właśnie, mimo pewności Oskara względem człowieczeństwa tej dwójki, chłopak postanowił być nad wyraz czujnym.

Gdy zbliżyli się na odległość, przy której dało się prowadzić normalną konwersację, obaj skłonili zdecydowanie głowy. Pierwszy odezwał się starszy z dwójki.

– Serdecznie cię witamy. Jestem John, a to jest Arthur. Spodziewaliśmy się twojego przybycia. Proszę pójść z nami, wskażemy drogę ku pani Nimue. – Po tonie jego głosu, bez trudu można było zauważyć bijący od niego szacunek.

W tej chwili Oskar poczuł zdecydowany dyskomfort. Powody były dwa. Pierwszym było dziwne odczucie jakie towarzyszyło słuchaniu wypowiedzi nieznajomego. Mimo że mówił w kompletnie innym języku niż rodzimy język Oskara, jakaś siła tłumaczyła sens jego przekazu niczym echo. Dodając do tego fakt, że Oskar wciąż słyszał te słowa w ich mowie, którą potrafił się w przyzwoitym stopniu posługiwać, także bez wsparcia, budziło to w nim poczucie niepokojącego surrealizmu.

Ten element można było wytłumaczyć jednak mocą Sida, który przed wysłaniem chłopaka obdarzył go czymś na kształt błogosławieństwa, które miało mu pomóc w komunikacji z innymi na obcych mu terenach.

Większym niepokojem napełniały Oskara jednak słowa nieznajomego. Sid zapewniał go, że nie będzie zawiadamiał o jego przybyciu, co znaczyło, że albo pomylili go z kimś innym albo Nimue spodziewała się, że Sid mimo wszystko podejmie działania. Nie mając jednak wiele czasu na zastanowienie, chłopak kiwnął tylko głową w stronę obu mężczyzn i stwierdził tonem, jakby wszystkiego się spodziewał.

– Prowadźcie proszę.

Słysząc jego słowa, odwrócili się i wraz z nim skierowali się w stronę kamiennej konstrukcji.

– Przepraszam za to pytanie, ale jak powinniśmy się zwracać…? – Młodszy z dwóch mężczyzn, brunet z krótkimi kręconymi włosami, ubrany w czerń, spojrzał za siebie i zapytał uprzejmie.

– Oskar – odpowiedział zaledwie jednym słowem, obserwując ich reakcję. Spodziewał się, że jego imię może pomóc im zrozumieć, że trafili na inną osobę niż się spodziewali spotkać. Jednak jedyną ich reakcją było kiwnięcie głowami na znak tego, że przyjęli to do wiadomości.

Gdy tylko zbliżyli się do kamiennego kręgu, Arthur zaczął rozglądać się na wszystkie strony w stanie podwyższonej czujności. John tymczasem przyłożył dłonie do skały i koncentrując się głęboko zaczął przelewać swoje moce w konstrukcję.

Oskar poczuł jak absurdalnie skomplikowana struktura zaczyna się przebudzać. Wystarczyła mu ledwie chwila by zrozumieć podstawy jej działania i zrozumieć, że rozpracowanie całego procesu zajęło by mu długie miesiące jeśli nie lata.

Rozejrzał się, obserwując zbierającą się wokół nich, nienaturalną mgłę. Uśmiechnął się mimowolnie i stwierdził.

– To przejście.

– Tak – potwierdził Atrhur. – Nasza kryjówka znajduje się w kompletnie innej części kraju.

– To tłumaczy, dlaczego Anioły wciąż was nie dorwały.

Mgła tym czasem stała się już na tyle gęsta, że obserwowanie otoczenia nie miało już sensu. Arthur odwrócił się ku Oskarowi i ze smutnym uśmiechem na jego pociągłej twarzy wytłumaczył.

– Na początku to wystarczyło, ale ostatnio udaje im się nas wytropić coraz łatwiej i sami nie potrafimy stwierdzić jak.

Oskar zmarszczył czoło i spojrzał zaskoczony na mężczyznę.

– Powinieneś coś takiego mówić osobie z zewnątrz? – zapytał z lekkim niedowierzaniem w głosie.

– Nasza pani już poinformowała cię o naszych problemach. Próba ukrywania ich na tym etapie, byłaby zaledwie oznaką braku wdzięczności – odpowiedział ze szczerym uśmiechem.

Oskar odwrócił wzrok, czując się niezręcznie i zastanawiając, jak powinien się zachować, by się nie zdradzić, gdy całe nieporozumienie zaszło tak daleko. Na ratunek przyszedł mu John, który z zadowoleniem oznajmił.

– Gotowe, proszę za mną.

Całe otoczenie było skryte w mlecznobiałej mgle. Oskar spojrzał ku ziemi, nie był nawet w stanie dostrzec swoich kolan, jednak gdy podnosił wzrok, zarówno John jak i Arthur byli dla niego całkowicie widoczni. Przynajmniej gdzieś od pasów w górę.

Uznał, że zamiast przesadnie zastanawiać się nad zasadami panującymi w tej nienaturalnej przestrzeni, powinien podążać za wskazującym mu drogę Johnem, by nie stracić go z zasięgu wzroku.

Po kilkunastu krokach wyszli z mgły i znaleźli się w czymś na kształt tunelu. Nierówne ściany z kamienia o pisakowej barwie sprawiały, że miejscami trasa miała szerokość około metra, jednak w innych segmentach potrafiła sięgać nawet dwóch.

Co jakieś dziesięć metrów wisiały pochodnie, oświetlając wszystko żółtawym blaskiem. Podłoże sprawiało wrażenie zadbanego i często uczęszczanego. Sam tunel ciągnął się znacznie dłużej niż chłopak by się spodziewał, jednak gdy w końcu z niego wyszli, jego oczom ukazała się gigantyczna grota.

Ze stropu zwisały liczne stalaktyty, nieregularna struktura ścian tego miejsca wraz z pasażem, którym się tutaj dostał, były najlepszym dowodem na to, że wszystko to zostało wyżłobione siłami natury, bez przyłożenia do tego ręki przez ludzi.

Podłoże zostało wyrównane i wyłożone licznymi kamiennymi płytami. Na prawo od wejścia, przez, które został wprowadzony było wzniesienie, na które prowadziły wyrzeźbione w skale schody. Na tym swoistym piedestale dostrzegł coś na kształt ołtarza ze szklaną pokrywą. Nie miał czasu się mu przyjrzeć, gdyż Arthur wraz z Johnem prowadzili go dalej.

Przechodzili przez tłum licznie zgromadzonych w głównej grocie ludzi. Ubrani w najprzeróżniejsze stroje, niektórzy we współczesne ubrania, część w archaiczne tuniki. Oskar dostrzegł także kilka strojów przypominających mnisze szaty, czy kilka młodo wyglądających kobiet w białych prostych sukniach.

Spora część ludzi przyglądała mu się z zainteresowaniem, prawdopodobnie będąc ciekawymi nowej twarzy, większość jednak kompletnie go ignorowała zajmując się swoimi sprawami.

Zaprowadzili go do jednego z tuneli odchodzących od głównej sali. Przeszli tym naturalnym korytarzem kilkanaście metrów aż dotarli do miejsca zasłoniętego kocem. John odezwał się podniesionym głosem.

– Moja pani. Przybył.

– Wprowadźcie go – odpowiedziała niemal podekscytowanym głosem.

Przeszli przez zasłonę i gdy Nimue tylko dostrzegła Oskara, otworzyła szeroko oczy zaskoczona i wykrzyknęła.

– To nie on!

Obaj mężczyźni obrócili się na pięcie wpatrując się zbaraniali w Oskara, ten tylko uniósł dłoń na wysokość twarzy i lekko nią machając, szeroko uśmiechnięty, oświadczył.

– Niespodzianka!

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *