Rozdział 26 – Król Artur

Cz. 26

Król Artur

– Na początek. Możesz mi wyjaśnić dlaczego Patron postanowił cię tu przysłać?

Gdy Nimue się tylko opanowała, zaraz poleciła Johnowi oraz Arthurowi zostawić ją samą
z Oskarem. Teraz siedzieli po przeciwnych stronach jednego stołu prowadząc rozmowę nad herbatą.

– Może mi powiesz dlaczego spodziewałaś się Sida? Jak z nim rozmawiałaś wyglądałaś na gotową by przegrać? Jakbyś niczego z jego strony nie oczekiwała. – Postanowił w pierwszej kolejności zaadresować swoje złe przeczucia przy okazji prowokując ją, by pozwoliła wymsknąć się swoim prawdziwym intencjom.

– Czy to nienaturalne mieć nadzieję, że zostanie się uratowanym kiedy mówi się komuś silniejszemu od siebie o swoich problemach? – Uśmiechnęła się smutno. – Nawet jeżeli się tego nie oczekuje?

Oskar widząc jej uśmiech musiał przyznać, że wyglądała niczym dzieło sztuki. Normalnie na tym etapie jego temperament uspokoiłby się do pewnego stopnia z powodu tego widoku. Jednak jego złe przeczucia nie dawały mu spokoju. Nie był jednak w stanie zaprzeczyć argumentowi, który właśnie usłyszał.

– Sid nie może opuszczać swojej strefy komfortu – zażartował nieumyślnie, lecz na widok skonsternowanego spojrzenia Niumue odkaszlnąć speszony i kontynuował. – Dlatego też nie jest w stanie się tu pojawić i wam pomóc osobiście.

– Dlatego rozkazał ci byś udzielił nam swojej siły?

– Nie rozkazał. – Twardo skorygował ją Oskar. – Nie jestem na jego rozkazy. Jesteśmy tylko tymczasowymi sojusznikami. Do tego nie planuję pomagać wam za darmo.

Po minie kobiety łatwo można było dostrzec, że nie spodziewała się takiego obrotu rozmowy.

– Nie mamy zbyt wiele, by móc ci zaoferować nazbyt hojnego wynagrodzenia – przestrzegła go poważnym tonem nim oświadczyła. – Jeżeli jednak oczekujesz czegoś z czym możemy się rozstać nie widzę najmniejszego problemu by ci to przekazać w zamian za twoje wsparcie.

– Mówisz tak, nawet nie wiedząc czy ostatecznie będę pomocny? – Skierował w jej stronę podejrzliwe spojrzenie.

– Widziałam twoja zdolność do używania mocy by zregenerować własne siły przy naszym ostatnim spotkaniu. Do tego, jeżeli Patron uznał, że twoja siła jest wystarczająca, to nie mam cienia wątpliwości w jego osąd – wypowiedziała te słowa z dziwną siłą i nienaruszalna dumą kryjącymi się w jej głosie.

Chłopak westchnął tylko mimowolnie.

– Moją ceną jest wiedza druidów. Chcę się nauczyć technik i magii wykorzystywanych przez druidów. – Uznał, że przejście do rzeczy będzie najlepsza decyzją.

Słysząc jego słowa, Nimue zastanowiła się drobną chwilę po czym kiwając głową odpowiedziała.

– Nie sądzę, żeby było to problemem. Ale ostrzegam, potrzeba wiele mocy by posiąść te zdolności. – Spojrzała mu prosto w oczy. – Możesz zaprezentować swoje granice?

Oskar uśmiechnął mimowolnie. Spodziewał się tego typu słów.

Uwolnił swoje moce jednocześnie odizolowując pomieszczenie w którym się znajdowali by nie alarmować innych mieszkańców jaskiń. Nie wykorzystywał swoich zdolności w żaden widoczny sposób, po prostu pozwolił by drzemiące w jego duszy moce wypłynęły z jego ciała i wypełniły przestrzeń wokół.

W pierwszej chwili płyn w ich filiżankach zaczął drżeć, zaraz potem zastawa i cały stół zdawały się poruszać mimowolnie. W chwili gdy jaskinie zaczynały drżeć, mniejsze przedmioty w pomieszczeniu zaczęły powoli zachowywać się jakby znajdowały się w stanie nieważkości.

– Dość – wykrztusiła z siebie w końcu Nimue. Przez chwilę sama miała kłopot oddychać. Nawet jeżeli nie potrzebowała tego robić to presja jaką wywołała na niej moc Oskara była zdecydowanie absurdalna.

Wzięła kilka głębokich oddechów nim kompletnie uspokoiła. W tym czasie zza koca zasłaniającego wejście doszedł ich męski głos z militarnym tonem.

– Moja pani. Wszystko dobrze? Sprawdzamy czy nie było rannych podczas trzęsienia, ale…

– Spokojnie – przerwała mu spokojnie, umiejętnie ukrywając to, że sama jeszcze nie wróciła do swojego normalnego stanu. – Trzęsienie było słabe. Nawet jeżeli mamy straty powinny być znikome. Nie potrzebujecie mnie by sprawdzić stan ludzi prawda?

– Tak jest, ale co z gościem?

– On też jest w dobrej formie. Będziemy prowadzić naszą rozmowę dalej – stwierdziła dając do zrozumienia, że nie będzie tolerowała sprzeciwu.

– Tak jest. – Po tych słowach usłyszeli jego oddalające się kroki.

– Kto by pomyślał, że będziesz w stanie tak dobrze odciąć to pomieszczenie – powiedziała to, mając trud uwierzyć, że inni nie dostrzegli tej mocy.

– Raczej masz niewielu zdolnych w detekcji pośród swoich ludzi. Po za tym, żebym użył takiej mocy nie mając pewności, że mogę ją ukryć przed aniołami, byłbym nieodpowiedzialny. – Uniósł dłonie w geście jakby się poddawał i odpowiedział bez cienia poczucia winy w głosie.

– Jednak trzęsienie…

– Drgania przenoszą się dalej mimowolnie, nic nie mogłem z tym zrobić – stwierdził w samoobronie. – Ale tym samym chyba udowodniłem, że mam konieczna siłę?

– Tak, jesteś zdecydowanie niebezpieczny. – Pokiwała głową spokojnie.

– Przyznaję, że mam całkiem sporo mocy, ale to nie było miłe – stwierdził to zadowolony z wyniku swojego treningu i procesu asymilacji energii z innych dusz.

Nimue spojrzała na niego przeciągle. Stwierdzając, że jest niebezpieczny nie miała na myśli jego absurdalnej mocy, lecz jego dziki uśmiech i spojrzenie drapieżnika skupionego na swojej ofierze, które zagościły na jego twarzy w momencie gdy zaczął wyzwalać swoje moce. Zamiast jednak wyprowadzać go z błędu postanowiła zignorować to nieporozumienie.

– Jakiego rodzaju pomocy potrzebujecie? – Oskar odchrząknął lekko próbując przywrócić temat na poprzednie tory.

– Musimy uratować pewną kobietę. – Widząc zainteresowanie oraz skupienie na twarzy chłopaka ciągnęła dalej. – Jest kambionem, na którego polują. Jej istnienie jest jedyną drogą do naszego przetrwania i możliwe, że jest też ścieżką, która pozwoli raz na zawsze przegonić anioły z tego świata.

Ostatnie słowa zostawiły Oskara oniemiałego na krótką chwilę, aż końcu wybuchł.

– Jeżeli macie na to sposób to dlaczego nie ogłosiliście go, żeby połączyć siły z innymi? Dlaczego nie powiedziałaś o tym Sidowi?

– Wiemy, że to sposób na nasze przetrwanie, nie mamy pewności czy ta droga uratuje świat – powiedziała to bez cienia wahania.

– Więc, co to za sposób?

– Potrzebujemy Króla Artura – oświadczyła bezpłciowo.

– No i? – Irytacja była słowem świetnie określającym Oskara w tej chwili. – Przecież on nie żyje. Ona ma być jego następcą, czy co?

– Ta kobieta jest konieczna do jego odrodzenia. Będzie matką, która narodzi jego ciało, a jej duch będzie bramą, która sprowadzi Artura ze świata umarłych.

Chłopak wpatrywał się w nią przez chwilę otępiały, aż w końcu zapytał.

– Słucham?

– Poprzez nią król Artur się odrodzi, można by powiedzieć przez standardy tego świata, że zostanie zreinkarnowany – oświadczyła jakby mówiła o najnormalniejszej na świecie sprawie.

– Więc jedyne co muszę zrobić, to ją znaleźć, sprowadzić tutaj i to wszystko? – zapytał Oskar, poddając się i nie próbując więcej dyskutować z rzeczywistością, która go otaczała.

– Chciałabym, żebyś wziął też udział w rytuale, który ma przyzwać duszę Artura, ale zanim to nadejdzie musimy uratować ją przed tymi, którzy ją ścigają.

– Na czyim jest celowniku? Anioły czy demony? – zapytał, choć spodziewał się odpowiedzi.

–  Zarówno anioły jak i demony… – Do tego miejsca miał rację, jednak – oraz dzicy.

Ostatnie słowa ponownie go zaskoczyły.

 

 

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *