Rozdział 28 – Cherubin

Cz. 28

Cherubin

– Naprawdę was to nie rozwścieczyło? – Oskar z niedowierzaniem przyglądał się minie Arthura, którego przed chwilą próbował przeprosić za ukrywanie swojej prawdziwej tożsamości.

– To, że nie upewniliśmy się, czy na pewno nie zaszło nieporozumienie, tylko od razu uznaliśmy, że wszystko jest według z góry zapowiedzianego planu, było naszym błędem. – Wzruszył tylko ramionami z wyrazem twarzy świadczącym o tym, że pogodził się z rzeczywistością. – Niezależnie jaką karę poniesiemy, sami jesteśmy sobie winni.

Siedzieli w grocie, która została przeznaczona do personalnego użytku Oskara. Mimo faktu, że liczba wnęk mogących służyć za prywatne pokoje była niewielka, uznano nowoprzybyłego obdarzonego za osobę wymagającą największej gościnności, na jaką można sobie aktualnie pozwolić.

Choć dokładniejszym określeniem byłoby stwierdzenie, że to Nimue rozkazała tak go traktować. Większość ludzi nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że jest obdarzonym. Choć najprawdopodobniej wielu to podejrzewało z racji zaistniałej sytuacji.

– Nie potrafię zrozumieć takich jak ty… – stwierdził słysząc odpowiedź Arthura i kręcąc głową z niedowierzaniem. – Czym innym jest przyznać się do błędu, a czym innym nie mieć nic przeciwko karze. W szczególności, że mieliście dobre powody by założyć, że jestem Sidem.

Chodziło mu o moment, gdy został teleportowany przez Sida używającego do tego swoich własnych zdolności. W efekcie czego, zarówno Arthur jak i John wyczuli na miejscu energię emanującą z samego Sida, taką samą jak ta, do szukania której przygotowała ich Nimue.

Mimo to obaj mężczyźni, którzy przyprowadzili Oskara, zostali okrzyknięci winnymi i uznano że muszą ponieść karę za swoje zaniedbanie. Za jedną z pierwszych form ich zadośćuczynienia uznano towarzyszenie Oskarowi w jego zadaniu. Co zapewne miało służyć zarazem jako metoda nadzoru nieznajomego.

Dlatego właśnie już od następnego dnia po negocjacjach Oskara z Nimue, towarzyszyli mu nieprzerwanie. Wymieniali się co kilka do kilkunastu godzin, stróżując niedaleko, nawet w czasie, gdy Oskar udawał się na spoczynek czy załatwiał podstawowe potrzeby. Nie trzeba się rozwlekać nad faktem, że nie była to nazbyt komfortowa sytuacja dla chłopaka. Jednak rozumiał te procedury z racji swojej niedawnej pozycji w szeregach Legionów Obronnych.

Postanowiono także, że cała trójka wyruszy następnego dnia, kiedy tylko skontaktują się z wszystkimi zewnętrznymi posterunkami i określą trasę z największym prawdopodobieństwem uniknięcia jakiegokolwiek spotkania z bytami nadprzyrodzonymi.

Sam Oskar preferował wyruszyć samotnie, dlatego uważał to za nienajlepszy pomysł, ale rozumiał potrzebę innych do upewnienia się, że nie porzucił zadania w pół drogi. Ponadto wiedział też, że wielu ludzi wciąż postrzegało rzeczywistość przez stary ład. Nie przyjmowali do wiadomości, że aktualnie jednostka może reprezentować sobą samotnie znacznie więcej niż cały oddział.

– Nawet jeżeli mieliśmy powody, aby się pomylić, nie oznacza to że jesteśmy niewinni – skwitował go spokojnie Arthur.

– Przecież gdybyście byli zbyt nachalni, moglibyście rozgniewać Sida. Jestem pewien, że do waszych przełożonych dociera przynajmniej tyle…

– Dlaczego, aż tak przejmujesz się naszą sytuacją? – Arthur był wyraźnie skołowany zachowaniem Oskara, który wydawał się znacznie więcej uwagi przeznaczać na ten element otaczającej ich rzeczywistości, który go praktycznie nie dotyczył, zamiast przejmować się swoim zadaniem.

– Cóż, mógłbyś uznać, że niedawno spotkało mnie coś podobnego – stwierdził lekko zażenowany. – Możliwe, że dlatego jestem trochę przewrażliwiony. – Zaraz jednak rozdrażnienie wróciło na jego twarz. – Ale to nie zmienia faktu, że to wciąż irytujące, kiedy dzieje się coś takiego. To kompletnie nie logiczne zostać ukaranym za błąd, którego w rzeczywistości się nie popełniło.

– Ale nieupewnienie się czy jesteś osobą, której szukamy, było błędem. – Głos rozmówcy Oskara, mimo wyczuwalnego w nim lekkiego zakłopotania, dalej był spokojny.

– Dobrze, nawet jeżeli uznamy to za błąd, to był on w pełni usprawiedliwiony. Bo gdybyście sprowokowali…

– Mogliśmy to zrobić mądrzej. – W słowa chłopaka wciął się John, który właśnie przestąpił przysłowiowy próg. – Gdybyśmy zadali kilka sugestywnych pytań albo spróbowali wyczuć poprzez uprzejmą rozmowę czy nie zaszło nieporozumienie…

Ani Oskar, ani Arthur nie wykazywali najmniejszych oznak zaskoczenia zachowaniem nowoprzybyłego. W końcu cała trójka była posiadaczami nadprzyrodzonych zdolności, więc normalnym było w ich przypadku założenie, że większość przeprowadzanej rozmowy można było usłyszeć z daleka.

– Mieliście powód, żeby założyć, że jestem Sidem. – Oskar nawet nie czekał, aż John skończy ze swoim argumentem i postanowił wciąć mu się w zdanie. – Przybyłem przy użyciu mocy Sida. Osoba, która jest w waszej hierarchii na szczycie, powiedziała wam o tej metodzie rozpoznawania. Ona powinna ponieść odpowiedzialność.

– Pani Nimue broniła nas przed Kolektywą i dlatego skończyliśmy ostatecznie z dosyć lekką karą. Ale co ważniejsze, wydaje mi się, że masz złą perspektywę odnośnie naszej społeczności – stwierdził z niekrytym zakłopotaniem Arthur. – Pani Nimue nie jest naszą przywódczynią. Ona przewodzi zakonowi Sióstr Jeziora oraz prowadzi teraz druidów. Choć jest nie tyle liderką, co po prostu osobą, wokół której wszyscy się gromadzą i szukają porady. Większością ludzi tutaj przewodzi Kolektywa, porównałbym ich do sejmu z normalnych czasów.

– To dlaczego ona wydaje rozkazy? – zapytał kompletnie skołowany Oskar.

– Pewna grupa ludzi woli się podporządkować jej, zamiast Kolektywie. Aktualnie istnieją trzy frakcje. Jedna, która podąża za jej naukami, druga składająca się z osób, chcących by została liderką i trzecia woląca demokrację. – John usiadł na krześle i rozumiejąc, że Oskar nie zamierza odpuścić, postanowił przedstawić mu sytuację bez ukrywania faktów. Liczył, że w ten sposób poprawi jego opinię o sobie oraz Nimue, dzięki czemu ich współpraca będzie owocniejsza. – Wszyscy, niezależnie od frakcji rozumieją, że potrzebujemy pomocy ze strony Króla Artura i tylko Pani Nimue wie, jak go ożywić. Dlatego właśnie wszyscy przystali na jej plan. Jednak to nie zmienia faktu, że polityka rządzi się swoimi prawami. – Wskazał siebie i Arthura. – My dwaj należymy do grupy uważającej, że potrzebujemy potężnego lidera, jednak pracujemy pod rozkazami Kolektywy. Wszyscy wiedzą, że wspieramy frakcję chcącą Panią Nimue na tronie. Dlatego właśnie Kolektywa uznała to za dobrą okazję, by nas ukarać i abyśmy stracili w oczach innych. Wszystko, by osłabić frakcję…

Zatrzymał się w pół zdania widząc jak Oskar podnosi się gwałtownie z miejsca i skupia na czymś w oddali. Po kilku sekundach chłopak ruszył ku wyjściu.

– Skończymy innym razem. Chodźcie, musimy ruszać.

– Ale… – John chciał coś powiedzieć, jednak Oskar przerwał mu ponownie.

– Pierzaści ruszają do akcji. Nie mamy czasu.

***

Na szczycie jednego z wieżowców stał mężczyzna w kwiecie wieku, o pociągłej twarzy i siwych, krótkich kręconych włosach. Ubrany w szary garnitur wyczekiwał czegoś przyglądając się uważnie rozrysowanemu na podłożu kręgowi symboli.

Gdy te w pewnym momencie zaczęły lśnić, padł bez zastanowienia na jedno kolano i skłonił głowę. Po chwili słup błękitnego światła spadł z nieba uderzając w krąg i kiedy słup zniknął mężczyzna uniósł głowę. Stały przed nim trzy sylwetki.

Ponad dwumetrowy, zbudowany niczym czołg, czarnoskóry mężczyzna ubrany w czarny garnitur, trzymał w dłoni srebrną włócznię pokrytą licznymi zdobieniami. Po jego lewej stała rudowłosa kobieta po czterdziestce w biznesowym stroju trzymająca w dłoni notes. Oboje przyglądali się klęczącemu bez wyrazu. Na prawo od dwójki stała młoda kobieta, niemogąca mieć jeszcze dwudziestu pięciu lat, z czarnymi włosami spiętymi w kok. Także ubrana biznesowo, jednak w przeciwieństwie do dwójki nie miała nic w rękach. Trzymała dłonie na biodrach i uśmiechała się cynicznie.

– Witam uniżenie Tron Sprawiedliwości oraz Tron Pokory. – Klęczący mężczyzna zwrócił się do mężczyzny i starszej kobiety, zaraz jednak spojrzał na młodą kobietę i kontynuował tym razem ponownie pochylając głowę. – Jestem zaszczycony i niezmiernie szczęśliwy mogąc przywitać Cherubina Intelektu.

– Odpuść sobie uprzejmości – zaczęła kobieta nazwana Cherubinem, a jej uśmiech z cynicznego coraz bardziej zaczynał stawać się drapieżny. – W tym ciele nazywam się Diana. Prowadź! Gdzie jest ta kobieta?

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *