Rozdział 2 – Kolejny wrogi sojusznik

Cz.2

Kolejny wrogi sojusznik

… Asemod grzebał patykiem w ziemi spokojnie siedząc przy ognisku. Co jakiś czas uśmiechał się niczym genialny marketingowiec i spoglądał na ludzi oddalonych o kilkanaście metrów przy okazji machając do nich lekko.

Andrzej wyciągnął się leniwie i zapytał resztę.

– Mamy mu zaufać?

– Nie widzę żadnej innej opcji – stwierdził Robert. – Przynajmniej na razie.

– Chwila. – Michał wyglądał jakby miał zamiar kogoś udusić. – Nie zamierzam dogadywać się z jakimś demonem. Możemy go ukatrupić i tyle.

– Jeżeli to, co mówi jest prawdą, to raczej sobie bez niego nie poradzimy. – Klaudia była zniesmaczona.

Michał westchnął głęboko, wrócił do ogniska i twardo zaczął.

– Jeszcze raz. Dlaczego powinniśmy z tobą współpracować?

– Bo beze mnie nie przeżyjecie. A dokładniej rzecz ujmując. Bez nas.

– Rozwiń. – Mężczyzna w kraciastej koszuli był nieugięty.

– Chcesz ze mnie wszystko wyciągnąć nim ten twój eliksirek przestanie działać, co? – uśmiechnął się łakomie.

– Mam dość tych eliksirków żeby przesiedzieć tutaj z tobą kilka tygodni. – Uniósł brwi. – Jakieś obiekcje?

Robert spojrzał na obu jak na idiotów, podszedł do ognia i podłożył kilka gałęzi. Następnie się podniósł, teatralnie wyciągną, aby przykuć uwagę wszystkich, po czym skomentował.

– Idę za potrzebą, ale nie wiem czy się przy okazji nie przekimam. Zawołajcie mnie kiedy zacznie się jakaś konstruktywna gadka, bo na razie odstawiacie niezłą szopkę.

Zaraz potem odwrócił się i wszedł głębiej w las.

– Tylko mi się to wydaje nierozsądne? – zapytał demon. – Przecież mam wspólnika, który nas obserwuje.

Andrzej usiadł oparłszy się o drzewo naprzeciw Asemoda i pomachał buteleczką z ekstraktem z Zegiriusza. Przybysz pokiwał tylko głową na znak, że rozumie by nie kontynuować tematu i zwrócił się znów do przesłuchującego.

– Dobra, będę mówił wprost. Ten wasz eliksir nic nie da przeciwko mojemu kompanowi. On nie jest ani demonem, ani człowiekiem.

– Anioł!? – Klaudia i Andrzej odezwali się niemal w tym samym momencie.

– Dokładnie. – Pokiwał głową. – Zwie się Zik i obserwuje nas. Stoi jakieś dwieście metrów stąd na zachód, oczywiście jeżeli stoi tam, gdzie się umówiliśmy że ma stać. Ma przedmiot, który pozwala zakłócić możliwość wyczucia jego obecności.

Zapanowała cisza. Odczekał chwilę i wbił patyk w ziemię. Westchnął i zapytał.

– Możesz już przyjść? – Zwrócił wzrok we wcześniej wskazanym kierunku. – Możliwe, że mi się przydasz w tej rozmowie.

Spomiędzy drzew wyszedł mężczyzna z długimi do ramion, wyjątkowo jasnymi, blond włosami. Były tak przylizane, że patrząc tylko na czubek jego głowy z daleka można by go uznać za łysego. Ubrany był w garnitur koloru wiosennej trawy. Jego żółte tęczówki świadczyły, że jest dziwnym okazem nawet jak na anioła.

Stanął na obrzeżach polany i spojrzał po kolei na wszystkich przyglądając się im w szczególnym skupieniu.

– Ilu was jest?

– Co to za pytanie? – Michał niemal wyszczerzył zęby. – Przecież podglądałeś nas od dłuższego czasu?

– Jednego brakuje. – Ton anioła był suchy.

– No, załatwia się w lesie. Jak chcesz popodglądać, to użyj swoich mocy i spójrz w prawo – zakpił Andrzej.

– Prócz niego, jednego brakuje.

– Słucham? – zapytał zaskoczony Michał.

– Właśnie wyjąłeś mi to z ust – Asemod zwrócił się do Michała.

– Ilu was jest?

– Co to za pytanie?

Demon w reakcji wyglądał na wściekłego.

– Jeżeli On tu jest, piąty członek drużyny, to nasza obecność nie ma sensu. – Beznamiętnie stwierdził Zik. – Co więcej, nie możemy mieć pewności, że zaraz nie zginiemy.

Michał wskazał palcem anioła i stwierdził uśmiechnięty.

– To podejście bardzo mi się podoba, ale poprawka, już byście nie żyli. – Po czym uśmiech zwiądł. – Tylko jest taki problem, że Oskara nie ma z nami.

– To rozmowa ta, ma sens – oświadczył przylizany blondyn.

– No i teraz pora na kilka zdań ode mnie. – Wyszczerzył się kpiąco Asemod. – W okolicy czai się potworek, z którym nie macie szans. Nowa zabawka skrzydlaków. Nie mówiąc już o kilku starszych potworkach.

– Wiemy o nowym zagrożeniu. – Spomiędzy drzew wyłonił się Robert ostentacyjnie zapinając rozporek. – Macie może jakieś informacje na jego temat, których nam brak?

– Oczywiście, że nie mają nic wartościowego – oburzyła się Klaudia. – Gdyby mieli, nie przychodzili by do nas.

– To kompletnie inna klasa zagrożenia. Skoro wykorzystali coś tak zaawansowanego, oznacza to, że wstąpili na wyższy poziom walk. – Anioł kompletnie zignorował wypowiedź przedmówczyni. – Tłumacząc w skrócie, wydaje mi się, że w waszym języku nazwa tego narzędzia brzmiałaby Przesyłak.

– Chyba marnie przełożyłeś, albo macie popieprzony język. – Asemod wymruczał pod nosem.

– Dlaczego Przesyłak? – Michał uniósł brew.

– Z powodu zasad działania.

– Nie słyszałem żeby przynosił jakieś paczki. Chyba że na święta. Ostatnia gwiazdka trochę mnie ominęła – zakpił ponuro harleyowiec łamane przez metalowiec.

– Nie przenosi, a jest tym, w co się przeniosło. – Spojrzał czujnie na wszystkich i kontynuował. – Po tamtej stronie, jeden z nas…

– Chwila, po jakiej tamtej stronie? – Michał zareagował jako pierwszy.

Demon zaśmiał się sztywno. Wstał, odszedł na obrzeże polany.

– Wy naprawdę nie wiecie o co toczy się stawka w tej wojnie, prawda?

– Może pochwalisz się, o czym gadasz? – Andrzej odsunął się trochę od drzewa.

– Wojna jest o was. I o nas. O ludzi i demony. My pochodzimy stąd, a anioły tak jakby z innego świata. Potrzebują nas i dlatego przez wiele lat okłamywały większość ludzkości. Czerpały oczywiście z tego korzyści. – Ziewnął ostentacyjnie, pokazując jak oczywiste jest to z jego perspektywy. – Ale my demony nie pozwalaliśmy im. Nie było lekko, ale walczyliśmy. W końcu byliśmy na tyle silni, żeby wypowiedzieć aniołom wojnę. Wojnę, aby chronić nas wszystkich przed nimi.

– Marna bajeczka – stwierdził rzeczowo Robert, dalej wypowiedź pociągnął Andrzej.

– Demony mordowały ludzi i to od samego początku. Nie mówiąc już o tym ile kombinowały i jak uprzykrzały nam życie, a teraz mówisz że są strażnikami ziemi przed jakimiś kosmitami? Demony w Czerni? – Spojrzał leniwie w niebo, wzruszył ramionami i kontynuował. – Może się nie znam, ale nie wydaje mi się żeby tak miał zachowywać się sojusznik.

– Bo wszystko poszło nie tak. – Głos demona był przepełniony żalem. – Zapanowało rozprzężenie. Wewnętrzne walki o władzę i moc. Aż w końcu cały plan się rozsypał. Dlatego mało wskóraliśmy przeciw Skrzydlatym. Gdybyśmy nie mieli wewnętrznych sporów, powstrzymalibyśmy Święty Ogień nad większością miast.

– Po co jesteśmy potrzebni aniołom? – Klaudia przymrużyła wrogo oczy wyczekując odpowiedzi.

– To będzie za dużo jak na jeden wykład. Skupcie uwagę na tym co istotne. Posłuchajcie o tym, co jest ważne tu i teraz – przerwał Zik. – Miałem wam wyjaśnić jak działa Przesyłak.

– Dobra, chcesz abyśmy nie wysłuchali bajeczki do końca, to gadaj swoje – warknął Michał.

– Po tamtej stronie, na planecie wypadowej, jeden z nas kontroluje to stworzenie. Przesyłakiem je nazwałem, gdyż anioł kontrolujący to coś, musiał przesłać doń część swoich mocy. Jeżeli by zabić to stworzenie, to osłabimy na stałe pilota.

– Słabe strony? – zapytał twardo Robert.

– Z powodu opóźnienia w przesyle danych, nie jest tak szybki jak większość aniołów. Powolność rekompensuje olbrzymia siła, pilot prawdopodobnie jest przynajmniej Serafinem. Niewielu z nas ma tak dużą moc. Nie zadziała nań żadna znana na tej planecie broń.

– Czyli nie mamy nic przeciw niemu? – Rozejrzał się nerwowo przesłuchujący. – Chyba że masz w którejś kieszeni cud.

Rozmowa zamarła na chwilę. Andrzej w końcu spuścił wzrok, lecz niezbyt długo sycił się widokami. Zamknął oczy i czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Robert biorąc z niego przykład położył się przy dogasającym ognisku, jakby stracił już kompletnie zainteresowanie tematem. Klaudia przysiadła na jednym ze spróchniałych pni i wpatrywała się w ziemie. Michał tylko wlepiał nienawistne spojrzenie w plecy demona. Zik w tym czasie stanął obok Asemoda i obaj zwrócili swój wzrok ku niebu.

W końcu przylizany blondas zabrał głos.

– W sumie udało nam się zdobyć, aż trzy cuda.

– Że co proszę? – Michał zamarł.

– Po jednym dla nas obu i jeden dla was. Powinny być w stanie pozwolić nam uśmiercić to stworzenie.

– To broń, czy może jakieś urządzenie wpływające na tego Przesyłaka? A może to jakiś rodzaj zaklęcia, do którego potrzebny jest konkretny artefakt? – Delikatnie ożywił się Robert. Po czym złapał rzuconą doń metalową półkulę z kilkoma przyciskami.

– To pilot – stwierdził Zik.

– Co?! – Wszyscy zapytali niemal w tym samym momencie, wliczając w to także Asemoda, który widocznie nie był kompletnie wtajemniczony w szczegóły.

– Kiedy skierować dolną częścią w stronę Przesyłaka, powinien dostroić się do tamtego narzędzia w kilka sekund. Kiedy tak się już stanie, górny symbol zajarzy się na zielono. Wystarczy go wcisnąć, aby dezaktywować. – Wszyscy wpatrywali się w Zika niczym banda debili, ten nie zwracając na to uwagi nie przerywał. – Nie mam pewności czy zostanie wyłączony na kilka minut czy godzin, choć najbezpieczniejszy zmaksymalizowany czas jaki bym uznał za bezpieczny to trzydzieści siedem minut. Zależnie od zdolności pilota. Przy każdej próbie dezaktywacji będzie trzeba ponownie go dostrajać, inaczej nic nie wskóracie z powodu zmiennych ustawień.

Robert spojrzał głupawo na przedmiot trzymany w dłoni, później na anioła. Znów półkula i ponownie mówiący. W końcu zbaraniały zapytał.

– Co to jest?

– Pilot! Nie dosłyszałeś?

– To Przesyłaki działają na pilota? – zapytał głupawo Asemod.

– Nie, ale ten zakłóci sposób jego działania, na tyle abyśmy mogli spróbować go unieszkodliwić na dobre, kiedy będzie trochę mniej niebezpieczny.

– Dobrze rozumiem? – zaczęła Klaudia. – Nasza strategia to wyłączamy diodę w anielskim pomiocie, a później do czasu, aż się nie zresetuje próbujemy zniszczyć go kijami i kamieniami, no może kilkoma innymi rzeczami? Czyli polegamy na nadziei?

– Niestety. – Zik pierwszy raz w czasie dyskusji zmienił wyraz twarzy i ten był raczej lekko przygnębiający. – Nie znam aktualnych możliwości tego stworzenia, a tym bardziej jego pilota.

– Dobra, pora się przespać. O świcie ruszamy – zawyrokował Michał, podejmując decyzję w imieniu grupy, by tymczasowo zaufać tej dwójce. – Jakieś obiekcje?

– Kto stoi na warcie? – Jedynym, który się odezwał był Robert.

– Demony i anioły nie sypiają, mylę się? – wyszczerzył zęby dowodzący.

Asemod uśmiechnął się kpiąco i zapytał.

– Nie boicie się, że my dwaj was rozwalimy po nocy?

Nie doczekał się odpowiedzi. Wszyscy błyskawicznie obrysowali swoje posłania symbolami przeciw skrzydlatym i rogatym. Tylko jeden Andrzej zwlekał z położeniem się. Zwrócił się jeszcze raz w stronę nocnych czujek.

– Dajcie znać jeżeli to paskudztwo będzie nadchodzić. – Uśmiechnął się ciepło. – Mam nadzieję na owocną współpracę.

W następnej chwili leżał już smacznie chrapiąc. Obie nadnaturalne istoty stały gapiąc się na całą czwórkę. Byli blisko, jednak po za ich zasięgiem. Obaj byli tym lekko rozbawieni, po kilku chwilach Zik stwierdził tak, aby nikt ich nie usłyszał.

– Podobają mi się. Chyba będą się nadawać do współpracy. Dzięki nim wszystko może wrócić na stare tory.

– Cicho. – Przystopował go demon. – Na razie czekamy do rana. Dopiero jutro zacznie się test. Jeżeli go zdadzą to mamy jeszcze nadzieję.

– To do jutra.

– Do jutra.

Po czym obaj zamarli w bezruchu kierując swój wzrok ku niebu…

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *