Rozdział 3 – (Nieznajomy)

Cz. 3

(Nieznajomy)

Andrzej otworzył powoli oczy. Leżał na czymś przyjemnie pachnącym i bardzo miękkim. Gdy rozejrzał się wokół zobaczył pod sobą jasną i drobną trawę, Cała reszta otoczenia była za to spowita w gęstej mgle. Podniósł się powoli i jeszcze raz uważnie przeczesał otoczenie, był sam. Szybko zrozumiał co się działo. Zasypiał w lesie, na ściółce, a teraz pod rękami wyczuwał gęstą, sprężystą trawę.

– Wizja? Znowu? Kto tym razem? – rzucił pytania w eter.

Nie przyszło mu długo czekać na odpowiedź. Nadeszła zewsząd jednocześnie.

– Moje imię to Solaris. Przynajmniej to najbardziej zbliżone słowo do mojego imienia, jakie wy, ludzie, bylibyście w stanie wymówić.

Andrzej wyciągnął się leniwie, bądź co bądź, dalej był senny.

– A jak wymawia się twoje prawdziwe imię?

Doszła go dziwaczna seria dźwięków. Wpierw świszczenie, później rzężenie, przechodzące w coś przypominającego darcie gwoździem po metalowej blasze. Musiał zatkać sobie uszy, inaczej ta seria dźwięków rozsadziłaby mu głowę. Mimo to mógł w ich połączeniu dostrzec podobieństwo do podanego imienia.

Kiedy tylko tortury się skończyły, przełożył dłonie z uszu na bolącą głowę i zapytał.

– Solaris, masz może aspirynę?

– To twój umysł. Przestań myśleć o bólu, wtedy zniknie.

Andrzej rozejrzał się wokoło i zapytał.

– Więc po co wdarłeś się do mojej głowy?

– Jestem tu, aby zapytać o parę rzeczy, oraz by cię ostrzec.

– Duszek dobra rada? Fajnie! Mogę mówić ci Kacper?

– Myślisz, że możesz ufać tej dwójce? – Nieznajomy zignorował pytanie.

– Z pewnością są godniejsi zaufania od ciebie. – Wyciągnął sztylet zza pasa i zaczął ostentacyjnie wygrzebywać sobie nim brud spod paznokcia. – Przyszli osobiście by z nami porozmawiać, zamiast bawić się w stację radionadawczą.

– Mam na swoje zachowanie trzy powody.

– Słucham uważnie.

– Chciałem rozmawiać tylko z tobą, nie mam żadnego interesu do innych członków twojej aktualnej drużyny. Jeszcze rozmowa z Oskarem mogłaby mieć sens, ale już na to za późno.

Człowiek słysząc imię przyjaciela, zaskoczony podniósł głowę z nad swego zajęcia.

– Po za tym nie ma mnie na waszej planecie.

– Czekaj, czyli jesteś po tamtej stronie?

– Zależy co masz na myśli.

– Jesteś aniołem, który jeszcze nie zstąpił na ziemię?

Na ułamek sekundy zapanowała cisza, mimo to łatwo można było wyczuć, że jest nienaturalna, jakby Solaris coś rozważał.

– Nie jestem ani aniołem, ani demonem.

– Ale to potwierdza słowa Asemoda i Zika – westchnął ciężko. – Więc kim?

– Na świecie jest dużo więcej znaczących istot niż te, do tej pory przez was poznane.

Andrzej wstał, zrobił kilka kroków w tę i z powrotem dla rozluźnienia, po czym ponownie usiadł.

– Dobra, to czym jesteś?

– Mój gatunek nie ma nazwy w waszym języku.

– Więc…?

– Więc przejdę do trzeciego powodu. Nie posiadam mobilnego ciała. Jestem olbrzymią ilością tkanki nerwowej niemal pozbawioną możliwości poruszania się. W oparciu o ludzką kulturę, można by określić nas jako super biokomputery, są też tacy, którzy postrzegają nas jako bogów.

– Chwila, skoro nie masz jakiegoś konkretnego ciała, to możesz się zmaterializować w mojej głowie w dowolnej formie.

– To byłby czyn, który mógłbyś określić oszustwem.

– Nie – zaprzeczył kręcąc głową. – Oszustwem by było gdybyś miał jakieś normalne ciało i stworzył coś kompletnie niepodobnego, a tak masz jak najbardziej słuszny powód wyimaginować sobie jakieś… – urwał na ułamek sekundy, po czym dodał. – …jeżeli oczywiście mówisz prawdę.

Mgła zawirowała i zaczęła skupiać się w jednym punkcie. Mieszała, gęstniała i formowała. Już po paru chwilach przed Andrzejem stał wysoki blady człowiek, pozbawiony włosów, o srebrnych źrenicach. Człowiek odwrócił wzrok z obrzydzeniem.

– Gościu, załóż chociaż coś na siebie. Trochę przyzwoitości.

– Już.

Andrzej spojrzał na niego ostrożnie. Ten sam mężczyzna, tym razem nabrał bardziej żywych kolorów, ponadto ubrany był w białą koszulkę i spodnie. Nawet zapuścił krótkie włosy o dość niespotykanym, srebrnym kolorze, w podobnym odcieniu do źrenic.

– Zdecydowanie lepiej – skomentował i cmoknął. – już wyglądasz na bandytę.

– Słucham?

– Nieważne. Co masz mi do powiedzenia?

– Zwykle mój gatunek jako masa nie miesza się w konflikty innych ras. Tym razem jest podobnie. Jednak spowodowane jest to tym, że nie dostrzegają nowego zagrożenia. Nie ma powodu do zaskoczenie, gdyż działa ono powoli i ostrożnie. Na planszy pojawił się nowy gracz wydający się nad wyraz słabym przeciwnikiem, ale to tylko pozory. Dlatego biorę sprawy w swoje ręce i postanowiłem zacząć działać.

Przez całą przemowę po twarzy obcego nie przemknął ani jeden cień emocji. Andrzej powoli podszedł do niego i zapytał.

– Wyjaśnisz w końcu o co w tym wszystkim chodzi? Tobie i tym aniołkom?

– Chodzi o wojnę przerastającą ludzkie wyobrażenie. To, co wydarzyło się na waszej planecie to tylko małoznaczący skutek uboczny znacznie większego konfliktu. I nie jest tak jak myślą demony. To nie ich interwencje ją rozpoczęły. To ta nowa strona wmieszała się na tyle, aby osłabić dodatkowo rasę tych, których wy mienicie aniołami.

Andrzej nagle bez ostrzeżenia spróbował wykonać pchnięcie nożem trzymanym w prawej dłoni. Solaris zatrzymał pchnięcie, bez wysiłku łapiąc go za przegub. Nim jednak to zrobił, człowiek zdążył wyrzucić w powietrze ostrze i przechwycił je lewą dłonią ponad ich głowami. Z całą siłą zadał cios od góry. Przeciwnik zamiast zablokować i to natarcie, zwolnił chwyt na przegubie i tą samą ręką zadał potężny cios w tors Andrzeja. Siła zniosła go na kilkanaście metrów, do czasu aż wyrył w ziemi podłużny rów.

Mężczyzna z nożem podniósł się powoli masując żebra. Spojrzał na Solarisa kroczącego powoli i swobodnie przez mgłę w jego stronę. Na twarzy obcego wciąż malowała się pusta obojętność, odbijająca się także w jego głosie.

– Nie dziw się, że nie jesteś ranny po takim uderzeniu. To twój umysł. Masz tutaj znacznie większe możliwości niż na zewnątrz. Jesteś szybszy, zwinniejszy, silniejszy oraz wytrzymalszy. Ale nie łudź się, nawet tutaj mnie nie pokonasz. Jak mówiłem, jestem niczym biokomputer, przewyższam każdego człowieka jeżeli chodzi o prędkość i konkretność podejmowania decyzji i działań.

– Nie będziesz próbował mnie zabić za to co zrobiłem? – zapytał Andrzej zaskoczony.

– Nie ma w tym najmniejszego sensu. Uśmiercenie cię tu, skończy się przerwaniem transmisji, a tego wolałbym uniknąć, nawet ja mam kłopot nawiązać kontakt z waszą planetą. Ale jeżeli chcesz, możemy walczyć dalej podczas rozmowy.

– Nie, posłucham grzecznie – mówiąc to usiadł krzyżując nogi. – Żałośnie bym się czuł dostając po dupie we własnym umyśle. – Zastanowił się przez chwilę i dodał. – No i muszę przyznać, jestem pod wrażeniem. Rzadko można zobaczyć wizję na takim poziomie. Przeważnie jest to raczej wykład, gdzie słuchacz nie istnieje dla wykładowcy i odwrotnie.

– Mówiłem już, że jesteśmy na kompletnie innym poziomie. Nie to jest jednak teraz ważne. Nie wiem co zrobisz po tej rozmowie. Jestem tutaj tylko po to, żeby przedstawić ci kilka możliwości.

– To, co ta dwójka powiedziała na temat tego nowego stworzenia, jego działania oraz tego pilota jest pełną prawdą, nie wiem jednak czy to urządzenie zadziała. Ja za to zdradzę wam jak go zniszczyć. Rozerwanie go na części nic nie da. Musicie użyć jakiegoś silniejszego kwasu i wpompować go do kręgosłupa. Dokładnie, musicie w ten sposób zniszczyć jego układ nerwowy. Dopiero wtedy unieszkodliwicie go na dobre.

– Skąd teoria, że to zadziała?

– Sam stworzyłem kilkaset tysięcy ziemskich lat temu pierwszy prototyp w oparciu o ludzką anatomię. Nadal nie wierzę, że korzystają z tak przestarzałych technologii, jednak nie jest to mój problem. Zostawiłem tę lukę z myślą jakby ktoś postanowił wykorzystać te stworzenia przeciw nam. Oczywiście dokonali kilku usprawnień na rzecz swojego gatunku, ale zapewniam, że nie naprawili tego niedopatrzenia.

– Po co mi w ogóle to mówisz? – Andrzej zmarszczył brwi.

– Żeby udowodnić ci, że możesz mi ufać. Choć wiem, że ten proces będzie trwał bardzo długo, jestem gotowy próbować do skutku. Zbyt wiele niechcianego może nastąpić jeżeli nie zaczniemy współpracować.

– Co niby taki jeden człowiek jak ja może zrobić? – zaczął się śmiać pod nosem. – To jakiś żart? Bo innego sensu tu nie widzę.

– Myślisz, że ktoś z rasy uważanej za wymarłą od ponad dwustu tysięcy ludzkich lat, objawił by ci się dla żartu?

– To czego ode mnie oczekujesz?

– Najpierw, chcę żebyś zdecydował czy możesz ufać tej dwójce. Mogą okazać się znacznie bardziej niebezpieczni niż większość przeciwników nastawionych głównie na destrukcję.

Andrzej uśmiechnął się pod nosem.

– Zawsze bardziej obawiaj się przeciwnika myślącego niż silnego – wyrecytował cicho, po czym dodał. – Z Oskarem zawsze powtarzaliśmy to całej grupie.

– O to właśnie mi chodziło. Chcę cię przestrzec. Nie mam na to żadnych dowodów, mam tylko kilka przypuszczeń, ale uważam, że ci dwaj chcą was wykorzystać do zdobycia jakiegoś rodzaju zbroi albo artefaktu. Dlatego wam pomagają. Nie wiem nawet po której stronie stoją. Sprawdź ich proszę. Nie daj się zabić, bądź czujny i…

***

Andrzej otworzył błyskawicznie oczy. Drgnął tak szybko, że klęcząca nad nim Klaudia odskoczyła zaskoczona. Obudzony mężczyzna dyszał ciężko podnosząc się z posłania. Rozejrzał się wokoło. Wszyscy skupiali na nim swój wzrok.

Pierwszy zareagował Michał uśmiechając się złośliwie wyjmując z ust papierosa.

– Zły sen? Pieluszka już pełna?

– Odpuść. Nie mam ochoty dzisiaj na marne kłótnie – ostrzegł go twardo Andrzej.

Robert wrócił do pakowani bez słowa, Michał gapił się jeszcze przez chwilę po czym wziął przykład z Roberta. Tylko Klaudia nie wróciła jeszcze do pracy, zwróciła się znów do Andrzeja i zapytała ściszonym głosem, aby pozostali nie słyszeli.

– To był tylko sen? Nie wizja?

Mężczyzna spojrzał na nią nie do końca rozumiejąc, przecież zawsze bez trudu wyczuwała kiedy kogoś nawiedzała wizja, po czym dotarło do niego o co chodzi. Naprawdę rozmawiał z kimś pochodzącym z nieznanego gatunku, ponadto Solaris musiał być na kompletnie innym poziomie niż jego dotychczasowi rozmówcy. Przynajmniej na to wskazywała wyjątkowo blada twarz kobiety.

Andrzej uśmiechnął się uspokajająco i stwierdził.

– Tak, to tylko sen. Sory za to, że tak podskoczyłem. Był wyjątkowo dziwny.

– Dobrze, nie ma problemu. – Z widoczną ulgą odetchnęła. – Śpiesz się, niedługo trzeba się ruszyć.

– Jedno pytanie. Gdzie ta dwójka?

– Ruszyli na zwiad, zobaczyć czy w pobliżu nie chowa się ten… Przesyłak.

Kiwną głową i zaczął przygotowywać się do drogi. Minęło zaledwie kilka minut kiedy wszyscy byli gotowi. Postanowili ruszyć i zjeść pierwszy posiłek dopiero za około godzinę.

Kiedy w końcu Asemod wraz z Zikiem się pojawili, powiedzieli tylko dwa słowa.

– Czysto.

– Ruszamy?…

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *