Rozdział 5 – Run Bitch! RUN!!!

Cz.5

Run Bitch! RUN!!!

… Przesyłaki spojrzały na siebie i w tym momencie nowy stwierdził.

– Czas zacząć polowanie.

– Spieprzamy! – wrzasnął Michał i cała czwórka zaczęła biec w stronę, z której przyszli, biorąc ze sobą tylko to co mieli na sobie.

– Za nimi! – krzyknął Asemod do Zika.

Anioł z demonem z łatwością mogliby prześcignąć swoich sprzymierzeńców, prócz Michała. Jego zdolności manipulowania tego typu energią były wystarczające, aby mógł konkurować z Asemodem. Ze względu na te różnice ich grupa zaczęła się rozdzielać powoli.

Na przedzie, ciągnąc za sobą Klaudię, pędził Michał. Niedaleko za nimi slalomem między drzewami prześlizgiwał się Robert. Andrzej za to zwolnił tak, aby wyrównać się z nadprzyrodzonymi sojusznikami trzymającymi się z tyłu.

– Jakieś sugestie? – rzucił w biegu.

– Prócz tego żeby przyśpieszyć? – zapytał Zik. – Nic szczególnego. – To był pierwszy raz kiedy Anioł powiedział coś ironicznie, w kontraście do jego zwyczajowo stoickiego tonu.

Za nimi, znikając z jednego miejsca i pojawiając się w następnym, kroczyły Przesyłaki, nie udając nawet, że się starają. Wyglądało to tak, jakby niemal spacerowały.

– Miały być wolniejsze od większości aniołów!

– Piloci muszą być wyjątkowo potężni. Wydaje mi się, że jednego z nich musi kontrolować jeden z Archaniołów, a pilot drugiego zdecydowanie jest wyżej w hierarchii od Archanioła. To chyba jeden z Aniołów Destrukcji – dodał rzeczowo Zik. ­– Jako Cytadela powinienem móc spowolnić Archanioła w Przesyłaku, ale Jeździec to już za dużo.

– Wiemy co zrobić z jednym – stwierdził Andrzej patrząc z żałosnym wyrazem twarzy za siebie. – Ale drugiego trzeba odciągnąć.

– I mam to zrobić ja i Zik? Tak? – Wyszczerzył kły demon.

– Ma to zrobić cała nasza czwórka. My i Robert. Macie jakieś pomysły jak rozdzielić tych dwóch?

– Zostaw to mnie – stwierdził rzetelnie anioł.

Wyskoczył naprzód i wbił rękę w ziemię po sam łokieć. Nagle podłoże wokół niego zaczęło parować, zaraz potem lśnić lekko błękitnym blaskiem. Obszar ten się powiększał i powiększał powolnie, aż błyskawicznie rozrósł się i sięgnął do uciekających z przodu Michała i Klaudii.

Andrzej rozejrzał się wokoło zaskoczony, po czym nagle wszystko ogarnęła ciemność. Już chwilę później stał w kompletnie nieznanej mu części lasu. Asemod obok niego uśmiechał się ironicznie, Zik przykładał już tylko rękę do podłoża, a po otworze w ziemi nie było śladu. W sumie nie było powodu do zaskoczenia, przecież zostali przeteleportowani.

W oddali Robert szybko załapał o co chodzi, lecz mimo to pędził dalej przed siebie.

Do uszu archeologa doszły dwa głosy.

– Nieźle. Gdzie nas przeniosłeś Zik?

– Pewnie idiota nie chciał przenosić ich wszystkich. Mieliśmy prawdopodobnie zostać wysłani na drugą stronę planety, ale schrzanił i trafiliśmy gdzieś całkiem niedaleko.

To były Przesyłaki. Oba. Stały sobie spokojnie, wpatrując się w ciężko oddychającego anioła.

– Nie… Zrobiłem dokładnie to, co chciałem. – Uśmiechnął się z trudem i wskazał ręką kierunek za przeciwnikami. – Reszta jest tam. Uciekną wam w czasie, kiedy będziecie się zajmować nami. – Wstał, lekko się chybocząc. – A my łatwo skóry nie oddamy.

Na gębie Asemoda zawitał uśmiech szaleńca.

– Właśnie za to lubię tego anioła. – Spojrzał na Przesyłaki i strzelając knykciami stwierdził. – Przekonajmy ile trzeba by nas zabić.

– Zajmę się tymi, którzy uciekają, ty zabij tych tutaj – powiedział jeden z nich, tonem stwierdzającym fakty.

– Z przyjemnością.

Nowszy Przesyłak odwrócił się i zaraz potem nie było już po nim śladu.

– Teraz przynajmniej mamy szansę – mruknął Andrzej i rzucił w przeciwnika małym talizmanem z wygrawerowanymi kilkoma znakami.

Przesyłak złapał przedmiot od niechcenia, z uśmiechem kogoś, kto pokazuje innym gdzie ich miejsce. Zaraz po tym, jak zacisnął pięść na amulecie, zawył z bólu. Nie czekając jednak odrzucił go i spojrzał niedowierzająco na swoją dłoń.

– Wiedziałem – wyszczerzył się Andrzej.

– Co to było!? – zapytał skołowany Asemod.

– Jeden z symboli na tym artefakcie – Wyjął z kieszeni pilota. – To symbol destrukcji. Wzmocniony kilkoma runami palącymi nadprzyrodzone moce, jak widać, daje niezłe efekty

W czasie gdy Przesyłak wciąż gapił się jak głupi na zranioną dłoń, Asemod wycelował szybko weń pilota i w tym samym czasie pojawił się przy nim Zik, posyłając w stronę wroga potężne kopnięcie. Jedyne co zostało w tym, miejscu po Przesyłaku, to tunel w lesie stworzony z powyłamywanych i powyrywanych drzew.

– Teraz spieprzamy! Zaraz wróci – warknął demon.

Biegli, a w tym czasie Andrzeja nurtowało ważne pytanie.

– Dlaczego dał się tak załatwić? Dlaczego był tak zaskoczony?

Na twarzach demona i anioła odbiła się niepewność. Nie było to jednak zastanowienie nad powodem, było to wahanie co do wyjawienia informacji. Człowiek szybko to wyczuł.

– Dlaczego niby chcecie coś ukrywać? – Spojrzał to na jednego, to na drugiego. – Taki mamy mieć sojusz?

Skrzyżowali spojrzenia, po czym tylko kiwnęli do siebie.

– Nie powinien odczuć bólu – stwierdził w końcu Zik. – Przesyłaki nie wysyłają bólu do pilota. Anioł sterujący wydaje polecenia i ciało wykonuje je zgodnie z możliwościami, ale przesył odczuć w drugą stronę jest niemożliwy.

– Jak to zrobiłeś? – zapytał Asemod.

Andrzej zastanowił się chwilę po czym otworzył szeroko oczy zaskoczony.

– To nie aktywacja?! – powiedział do siebie.

– Gadaj jaśniej! – krzyknął demon.

– Jeden z symboli. Myślałem, że to runa aktywacyjna. Wiecie, ta która odpowiada za skumulowanie energii i przesyłanie bezpośrednie, jako zasilanie innych symboli. – Pokręcił głową rozbawiony. – A to w rzeczywistości symbol otwierający łącza. Jeżeli posiłkować się nordyckimi symbolami punktowymi, możliwe, że można stworzyć stały portal! – Otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko z zadowolenia.

– Cholera! – Z kolei uśmiech Asemoda wyglądał tak, jakby demon trafił właśnie na żyłę złota. – Czeka nas owocna współpraca.

– Pasożyty! Robactwo!

Z tyłu zaczęły dochodzić ich potężne krzyki.

– Dogania nas – stwierdził Zik, jakby mówił o nadjeżdżającym autobusie.

– Spokojnie, jesteśmy już prawie na miejscu.

Chwilę później wylądowali tuż przed medytującym Robertem, otoczonym porozwieszanymi na drzewach talizmanami oraz różnymi symbolami wyrytymi w podłożu i konarach.

– Gotowy? – zapytał Archeolog, łapiąc oddech.

Harleyowiec łamane przez metalowiec uśmiechnął się tylko błogo.

– Gotowy.

– Za niego! – rozkazał Andrzej, a anioł z demonem posłuchali się nie zadając pytań.

Wszyscy stanęli za plecami rozluźnionego człowieka i wpatrywali się w kierunek, z którego powinien przybyć Przesyłak.

– Zła strona. – wyszeptał przeciwnik do ucha twórcy talizmanów.

Andrzej się odwrócił i już chciał zadać cios, Przesyłak jednak tylko złapał jego pięść od niechcenia. Jednocześnie kopnięciami oddalił od nich demona i anioła.

– Pora na Rock&Roll – stwierdził szczerzący się Robert i klasnął dwa razy.

Nogi pod ich wrogiem się ugięły. Zaraz potem padł na ziemię, jakby przygnieciony swoim ciężarem.

– Kocham grawitacyjny klaskacz – rzucił Andrzej, po czym zapytał Demona. – Asi, możesz go teraz dezaktywować?

Demon podbiegł i wycelował pilot w przygniecione do ziemi ciało. Nacisnął przycisk i w oczach Przesyłaka nagle zapanowała pustka. Archeolog przykląkł przy bujającym się w transie Robercie i kładąc dłoń na jego ramieniu stwierdził.

– Już po wszystkim

Oczy mężczyzny otworzyły się błyskawicznie, a błogi wyraz twarzy przeminął, zastąpiony kompletną obojętnością. Widać było jednak zmęczenie w spojrzeniu Roberta.

– Dobrze, jesteśmy więc w tym samym miejscu, w którym byliśmy ostatnio – stwierdził Zik i spojrzał pytająco na ludzi.

– Nie do końca, chcę coś sprawdzić – powiedział Andrzej kierując spojrzenie na czarownika.

Ten tylko sięgnął do kieszeni, pogrzebał w niej chwilę i wyciągnął z niej dwie fiolki.

– Raz demoniczny kwas i raz anielski kwas, zgodnie z zamówieniem. Mocno żrące, bez odlotu – powiedział obojętnie.

– Co ty planujesz?

Mężczyzna wziął fiolki, przykląkł przy bezwładnym ciele i dobył nóż, powtarzając pod nosem.

– Wpompować do kręgosłupa. Oby zadziałało.

Wbił nóż w skórę na plecach, dokładnie w miejscu między wypustkami kręgosłupa. I szybko rozciął.

– Co ty niby chcesz zrobić? – domagał się wyjaśnień Asemod.

– Muszę jakoś wpompować to do jego kręgosłupa. Nie wiem tylko jeszcze jak, ale to powinno go powstrzymać.

Zik przykląkł po przeciwnej stronie

– Jesteś pewien, że to zadziała?

– Nie, ale jeżeli nie spróbujemy, to się nie przekonamy. Co nie? Jeżeli nie pojawi się za kilka godzin ścigając nas, to znaczy że prawdopodobnie przynajmniej go poważniej uszkodziliśmy.

– Dobrze. Podaj mi proszę fiolki – stwierdził anioł.

Andrzej zamarł przez chwilę. Trwał tak dłuższy czas, aż w końcu niepewnie podał obie Zikowi. Ten wziął po jednej do każdej ręki, przyłożył do skóry wzdłuż kręgosłupa Przesyłaka i przycisnął.

Trwał tak chwilę, a skupiając się na probówkach, można było dostrzec jak ich zawartość powoli znika.

– Teleportacja? – mruknął Andrzej zaskoczony. – Nie wpadłbym na to. Teraz się czuję głupio, że chciałem nacinać skórę na jego grzebiecie.

Kiedy tylko operacja się skończyła, anioł podniósł się na nogi i stwierdził.

– Teraz gońmy za drugim. Wasi przyjaciele są w niebezpieczeństwie.

– Mniejszym niż my byliśmy. – Uśmiechnął się mdło Robert. Widać było po nim wyczerpanie. Przygotowanie i użycie wielu zaklęć zawsze łączyło się z wielkim zmęczeniem i obciążeniem.

W tej chwili ciało pod ich nogami zaczęło się skręcać, dymić i topić. Pojawił się ogień, który zaraz zgasł. Miejsca, których dotknął zwęgliły się i kiedy tylko zawiał lekki wiatr prysły niczym proch, cała reszta ciała rozpłynęła się ukazując idealnie czysty, śnieżnobiały szkielet. Zaraz potem i kości rozprysły się na tysiąc kawałków.

– Chyba ten już nas gonić jednak nie będzie – rzekł skonsternowany Robert.

– Faktycznie może mieć z tym kłopot – stwierdził cynicznie demon.

– Wpierw musimy wrócić po bagaże. – Andrzej wrócił do tematu. – Bez nich nie możemy szukać tamtej dwójki.

– Dobrze, ale teraz szybko. Nie mamy nawet chwili do stracenia.

Robert drapał się po tyle głowy. Kiedy spojrzał na zegarek okazało się, że cała ta pogoń trwała niespełna dwie minuty.

***

Michał pędził między drzewami, skakał, odbijał się od nich, a uścisk jego dłoni zaciśnięty na przegubie Klaudii, ani na chwilę nie stawał się lżejszy. Nie wiedział, ile czasu im kupili. Zdawał sobie sprawę tylko z jednego. Musiał zaprowadzić drugiego Przesyłaka w jedyne miejsce, gdzie pewnym było, że zostanie pokonany.

Dziewczyna wyczuła goniącą ich bestię już dobrą chwilę temu, jednak anielski pomiot wydawał się gonić ich bez pośpiechu. Powolnie zmniejszając dystans. Bawiąc się z nimi i nimi samymi.

Mężczyzna przyłożył wolną dłoń do kieszeni i poczuł w niej cztery talizmany, przygotowane przez Andrzeja. I w koło powtarzał sobie jego słowa w głowie.

„Dwa z nich mogą sprawić, że na chwile będzie skołowany, a dwa powinny lekko go uszkodzić, ale nie gwarantuję, że zadziałają, to tylko przypuszczenia.”

Przypuszczenia? Michał uwielbiał domysły Andrzeja, zwykle były trafne albo w stu procentach, albo przynajmniej częściowo. Jeszcze nigdy się nie okazało, żeby pomysły archeologa drużyny były kompletną pomyłką.

– Jest już tuż za nami. I nie zwalnia – stwierdziła Klaudia.

– No to możemy mieć problem – rzucił Michał.

– Spokojnie. ON jest już tuż przed nami! – powiedziała z satysfakcją w głosie, na co Michał mógł odpowiedzieć jedynie uśmiechem…

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *