Rozdział 8 – Pierwszy

Cz.8

Pierwszy

Oskar stał jedną nogą na niewielkiej gałązce, czubku najwyższego drzewa w okolicy, przecząc wszelkim prawom fizyki. Obserwował z tego punktu, samotnie stojący dom w głębi lasu zbudowany całkowicie z drewnianych bali. Jedynymi kamiennymi jego częściami były fundamenty wyniesione trochę ponad ziemię i komin z którego leniwie ulatywał efemeryczny dym. Na werandzie można było dojrzeć bujane krzesło, dużą ławę oraz porąbane, ładnie złożone polana, przygotowane do spalenia. Nieliczne przebijające się przez korony drzew promienie słoneczne odbijały niewielkie okna.

Żeby nie fakt, że cały świat pogrążony był w chaotycznej wojnie, a większość ludzkości została zmasakrowana, byłby to najzwyczajniejszy widok domku letniskowego postawionego z dala od cywilizacji. Jednak w zaistniałeś sytuacji sam ten obraz budził w Oskarze niepokój i dyskomfort.

Dodatkowo fakt, że wyczuwał z jego wnętrza coś nadprzyrodzonego, wcale nie uspokajało jego złych przeczuć. Od kiedy anioły zaatakowały i w Oskarze przebudziły się nadnaturalne zdolności, chłopak miał już wielokrotnie okazję spotkać się z istnieniami, które wcześniej uznawał tylko za bajki. Po za demonami, aniołami i innymi obdarzonymi, zdarzyło się mu spotkać wampiry, fauny, wiedźmy, enty, yokai, a nawet Anubisa, a przynajmniej jedną z jego słabszych personifikacji.

Jednak to co przebywało w tym domu w głębi lasu różniło się diametralnie od wszelkich paranormalnych istnień jakie kiedykolwiek spotkał. Jakby pochodziło z miejsca nie mającego nic wspólnego z tym światem. Nawet anioły które różniły się od wszystkich innych zjawisk na świecie, gdyby porównać je do tego czegoś, to wyglądałyby niczym bliźniaki innych ziemskich nadprzyrodzonych istot.

Prawda jest też taka, że Oskar wyczuł to istnienie już niemal rok wcześniej, jednak z racji iż wciąż był na służbie i cały czas musiał patrolować teren z zakazem oddalania się od miasta, nie pozwoliło mu to wcześniej zbadać Tego zjawiska. Nie zgłosił Tego nawet przełożonym, znał ich politykę i zauważył, że jest jedyną osobą, która wyczuła To coś. Uznał więc, że albo To istnienie jest zbyt silne lub mniej kompatybilne z innymi obdarzonymi, istniała także opcja że umyślnie dało się wyczuć właśnie chłopakowi. Niezależnie od przyczyny, gdyby taki byt miałby się stać wrogiem resztek ludzkości zamieszkujących miasto, to mogłoby oznaczać nieodwołalny koniec gatunku ludzkiego. Postanowił więc podjąć ryzyko na własną rękę i nie mieszać w to innych.

Jednak jego obowiązki wciąż trwały. Wtedy zdarzyło się coś co zmusiło go do zejścia z posterunku. Jego bliscy towarzysze broni mogli zginąć z rąk czegoś nowego. Kolejnego paskudztwa, ściągniętego na ziemię przez tych napuszonych pierzastych. Kiedy usłyszał, że mimo iż wstrzymano wszelkie misje na czas póki zbiorą informacje na temat nowego zagrożenia, a jego stara drużyna i tak zostaje wysłana, jak jakaś przynęta, próbował zaprotestować. Gdy go zignorowano, starał się na pozwolenie do ponownego dołączenia do jednostki, jednak wtedy kazano mu się przymknąć i słuchać rozkazów. Już wtedy był bliski zdezintegrowania swoich przełożonych.

Ledwie zacisnął zęby i postarał się tak wpłynąć na wyznaczanie straży, aby to on ich miał odeskortować. Gdy udało mu się osiągnąć przynajmniej tyle, był gotów skakać z radości. Później zostało mu już tylko naznaczenie ich, jego wolą. Przez cały czas gdy im towarzyszył używał swoich zdolności by utworzyć wokół nich dwie aury. Jedna miała pomóc mu wyczuć ich położenie, gdy będą w niebezpieczeństwie, druga miała sprawić, aby wrogowie ociągali się z podjęciem decyzji kiedy odebrać im życie. Nie wiedział na ile były skuteczne przeciwko temu nowemu zagrożeniu, jednak zgadując po czasie przez jaki bawiło się z nimi w kotka i myszkę, obstawiał, że podziałało.

Gdy wyruszył im na pomoc, mógł zgłosić centrali, że rusza ratować ich najlepszych ludzi. Możliwe, że dostałby wtedy zgodę. Nawet teraz prawdopodobnie, gdyby wrócił od razu na rozkaz i wytłumaczył sytuację istniała szansa, że po prostu zamknęliby go w karcerze na kilka dni. Obdarzeni otrzymywali znacznie lżejsze kary za nieposłuszeństwo niż zwykli ludzie, jednak on z jakiegoś powodu był uznawany za zagrożenie nawet przez dowództwo. Uznał więc, że to dobra okazja, by zbadać niepokojące go zjawisko i być wsparciem dla drużyny.

Po prawdzie, nie chciał się od nich odseparowywać nawet na chwilę, w szczególności kiedy zobaczył ranną Klaudię. Miał wrażenie jakby jego wnętrzności płonęły w gniewie kiedy powstrzymywał się od chęci zemsty na dowództwie za to że wysłali ich na pewną śmierć.

Wiedział, że Klaudia traktowała go jako kogoś bardzo wyjątkowego. Sam nie wiedział co o niej myśleć, ale jedno było dla niego pewne. W przeszłości wziął na siebie obowiązek zadbania o jej bezpieczeństwo i to się nie zmieniło nawet teraz i postanowił że nie zmieni się nigdy.

Podjął jednak decyzję by wpierw zbadać anomalię przed nim. Postanowił dołączyć do reszty później, albo jeżeli okaże się że to coś jest wrogie, uznał, że najrozsądniej będzie ściągnąć na siebie Tego uwagę i starać się odciągnąć To jak najdalej od ludzi.

Minęły już ponad dwie godziny od kiedy pomógł Klaudii i Michałowi, więc obserwował samotny budynek już ponad półtorej. Policzył szybko w głowie. Nie był na tyle cierpliwy by czekać dłużej. Możliwe, że nawet jak spędzi tu kilka dni to nic nie odkryje. Przecież sam dom może być tym zjawiskiem, a wnętrze może nie kryć nic ponadto.

Zamknął więc oczy, wziął głęboki wdech, przeczesał długie czarne włosy i już w chwilę później stał przed drzwiami. Uniósł ostrożnie rękę i gdy chciał już zapukać, doszedł go męski głos.

– Ale się ociągasz. Możesz wejść.

Głos był spokojny, może odrobinę poirytowany.

Oskar chwycił za klamkę i przekroczył próg. Stanął na słomianej wycieraczce z napisem „A teraz druga noga.”, wstąpił więc też i drugą. I kiedy znów rzucił okiem na wycieraczkę zaważył, że napis się zmienił. „A teraz odważnie do przodu, noga za nogą.”

Uniósł wzrok, na drewnianej podłodze leżały małe dywaniki i skóry zwierząt. Liczne meble wyciosane z drewna wypełniały dużą część przestrzeni w okolicach wejścia, jednak trochę dalej znajdował się olbrzymi pokój pełen wszelkiego rodzaju książek poukładanych w stosy sięgające samego sufitu. Oskar szybko zauważył, że wnętrze jest wielokrotnie obszerniejsze niż wielkość domku na to powinna pozwolić. Przez chwilę pomyślał, że jest to anomalii której szukał, jednak ta myśl błyskawicznie go opuściła.

W kącie pierwszego pomieszczenia, tuż przy kominku w którym spokojnie palił się niewielki płomień, na fotelu, zwrócony profilem do chłopaka, siedział spokojnie mężczyzna wyglądający na trzydzieści parę lat. Oskar nie był jednak tak naiwny żeby zadowolić się wrażeniem sprawianym zaledwie przez wygląd zewnętrzny, zapytał więc bez ogródek.

– Czym jesteś?

– Widzę, że jesteś dosyć bezpośredni – stwierdził nonszalancko nieznajomy. – Nie powinieneś najpierw zapytać się o moje imię?

– A czy twoje imię mi coś o tobie powie?

– Słuszna uwaga. Tak się składa, że nosiłem ich kilka więc może, któreś ci zaświta. W przeszłości dołączyłem do kilku panteonów.

– Więc jak się nazywasz? – zapytał oscentacyjnie.

– Aktualnie? Mów mi Sid. – Wyszczerzył się psotnie.

– Więc jak się nazywałeś? – zapytał chłopak nie tracąc czujności, mimo lekkiego poirytowania.

– Byłem Kronosem, Hadesem, był czas kiedy podzieliłem swoją jaźń na Sindriego i Brokka, byłem też pewnym smokiem raz dla zabawy, ale z tych popularniejszych to będą chyba te cztery – stwierdził to jakby nie mówił nic wielkiego unosząc wzrok.

– Spotykałem już bogów z greckiej mitologii, twoja obecność w ogóle ich nie przypomina – skwitował rzeczowo chłopak.

– Bo nigdy nie twierdziłem, że jestem jednym nich. Tylko dołączałem tymczasowo. I to nawet bardziej zamieniałem się miejscem z Kronosem niż byłem nim osobiście – mówił to kiwając głową na prawo i lewo. – To były tylko tymczasowe imiona.

– Więc czym jesteś Sid?

– Najdobitniej? – Odsłonił garnitur perfekcyjnych, śnieżnobiałych zębów, na widok czego chłopaka przeszły nieuzasadnione dreszcze. – Bytem z odmętów przestrzeni. Czymś co jeżeli nawet miało kiedyś nazwę to jest już tak stare i zniekształcone, że przestało ją mieć. Czymś co przybyło na tę planetę na rozkaz czegoś jeszcze większego i starszego ode mnie by zbierać żniwo dusz, ale ostatecznie zostało tutaj i zajęło rolę strażnika tej planety.

– Chcesz powiedzieć, że jesteś kosmitą?

Oskar stał się jeszcze czujniejszy i przygotował się do użycia w każdej sekundzie swoich zdolności.

– I w dodatku dobrym kosmitą? Chcesz kocyk? I rower? Polatamy?

Sid zaśmiał się pod nosem szczerze rozbawiony, drwiną chłopaka.

– Jestem tym co ludzie na tej planecie nazwaliby przedwiecznym, albo bogiem wyższego rzędu. Patrząc na zakres moich zdolności nawet stwierdzenie wszechmocny nie jest kompletnie mylne. – Wzruszył ramionami. – Przynajmniej z perspektywy widzenia człowieka.

Pstryknął palcami i zaraz Oskar znalazł się siedząc przed kominkiem na jednym z foteli, a na przeciw niego siedział Sid. Obaj w dłoniach trzymali porcelanowe, zdobione filiżanki z parującą herbatą. Z chłopaka wraz z rękawicami zniknął czarny płaszcz, który zawisł na wieszaku koło drzwi.

Chłopak odstawił filiżankę na talerzyk trzymany w drugiej dłoni by zwolnić rękę, i wyciągnął ją w stronę Sida koncentrując się do granic możliwości.

W odpowiedzi Sid bez pośpiechu, ponownie pstryknął palcami i robiąc solidnego łyka stwierdził do Oskara siedzącego z otwartymi szeroko oczami.

– Wybacz, odłączyłem twoje moce tymczasowo. Nie mogę sobie pozwolić byś zniszczył mi tę przestrzeń i akurat teraz ściągnął mi na głowę wszystkich archaniołów. A odbudowanie jej zajmie nawet mi kilka minut.

– Mówisz jakbyś nie martwił się żebym mógł zrobić coś tobie.

– Nie zrobiłbyś mi więcej niż tyle co porównywalne byłoby do skaleczenia palca kartką papieru. Nawet gdybyś zużył całą swoją siłę, więc nie mam powodów do zmartwień.

Oskar posiedział chwilę w ciszy, a jego myśli pędziły z prędkością światła. W końcu wziął głęboki oddech, łyknął rozgrzewającego naparu sadowiąc się wygodniej w fotelu i ze zrezygnowanym uśmiechem zapytał.

– O czym więc chciałeś porozmawiać?

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *