Rozdział 10 – Rozwiązanie

Cz. 10

Rozwiązanie

– Rozumiem, rozumiem że to wszystko jest ważne – stwierdził zirytowany Oskar popijając spokojnie herbatkę, która nie ubywała z filiżanki, niezależnie od tego ile w siebie jej wlał. – Ale po jaką cholerę opowiadasz mi o tych aniołach i Lucyferze, kiedy pytałem o ciebie?

– Bo twoi przyjaciele już to usłyszeli i chcę żebyś był na czasie. – Sid uśmiechnął się prostodusznie.

– Wiesz co z nimi? – zapytał odruchowo.

– Pobieżnie. – Zmrużył na chwilę oczy. – Są trochę poturbowani, ale wszyscy wyzdrowieją w przeciągu kilku godzin. Właśnie podejmują decyzję co zrobić z propozycją tego demona i anioła.

– Jaką propozycją?

– Chcą odnaleźć siedem grzechów głównych z Luckiem na czele. Uważają chyba, że z ich pomocą mogą odeprzeć anioły. – Pokręcił smutno głową.

– Wiesz gdzie on jest? – Oskar nachylił się szybko.

– Kto?

– Lucyfer. Powiedziałeś Lucek, jakbyś go dobrze znał.

– To prawda, że go znam. Pomagałem mu nawet trochę, a kiedy byłem Hadesem współpracowaliśmy wiele lat. – Pokiwał głową, z miną jakby wspominał stare dobre czasy. – Ale niestety nie wiem gdzie on jest. Nie wiem nawet czy jeszcze żyje. Niestety nie jestem wszechwiedzący nawet w skali zaledwie jednej planety.

– Dobrze rozumiem, że teraz przejdziemy do tego co naprawdę ważne? – zapytał po chwili ciszy Oskar z nadzieją w głosie.

– Oczywiście, teraz przejdziemy do faktów odnoszących się do mnie. Bariera którą wspomniałem wcześniej. To ja ją utrzymuję.

Chłopak słysząc zamilkł zaskoczony, myśląc o tym jakiej wielkiej energii potrzeba do opatulenia barierą całego globu.

– Czym ty jesteś?

– Aktualnie? Jestem prawdopodobnie jedynym bytem w swoim rodzaju.

– Co to ma znaczyć? – Oskar oparł się o zrezygnowany. Miał dość już zagadek Sida.

– Pora na trochę ekspozycji. – Wyszczerzył się Sid, po czym kontynuował. – Jestem tym co nazwalibyście bogiem. Istotą z Talentem do dotknięcia duszy.

– Chwila? Wstrzymaj wodze – przystopował go. – Co to niby znaczy talent do dotknięcia duszy.

Sid spojrzał na sufit po czym zamyślił się chwilę.

– Chyba od złej strony zacząłem, wybacz. Musisz wiedzieć, że dusza składa się z dwóch głównych części. Tego co znika i odpadu. Odpadem są te dusze, które my znamy. Reszta po prostu znika.

– Mówisz, że te olbrzymie baterie to odpad?

– Tak, gdyby liczyć to w procentach, to zapewne odpad to jakieś siedem może osiem procent. Reszta znika. Nie musisz się tym przejmować, nieważne czego byś nie zrobił te dziewięćdziesiąt parę procent jest po za naszym zasięgiem. – Pomachał ręką jakby to było mało ważny szczegół. – I tak mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Niezależnie czy spojrzysz na odpad czy na resztę, mają te same składowe. – Uniósł dłoń i wyliczał na palcach. – Ego, Pamięć, Moc, Talent, Prawo, Wolę, Esencję i Energię. Większość istot zdaje sobie sprawę tylko z tego, że istnieje Ego, Moc, Talent i Energia. Anioły, także należą do tej grupy. Dusze pozbawione samoświadomości to te których Ego jest uszkodzone, albo niezwykle słabe.

– Z tego co mówisz brzmi to raczej jak dosyć istotna wiedza – powiedział to, ostrożnie dobierając słowa.

– Z pewnością. Nie wiem czy w całym wszechświecie istnieje choćby dziesięć bytów zdających sobie z tego sprawę.

– I mówisz mi to od tak?

– Może ci się to w przyszłości przydać.

Oskar westchnął ciężko i rzucił kątem oka na wycieraczkę. Tym razem napis głosił „Głowa do góry! To co trudne jeszcze przed tobą”. Chłopak wskazał ją palcem i wyszeptał.

– Nie lubię cię.

„To nie gap się, jakbyś chciał wsparcia duchowego!”

– Spalić cię?

„Co, chcesz się spróbować?”

– Kłócisz się z wycieraczką. – Sid powiedział to, odwracając subtelnie wzrok.

„Ty dziadzie, też chcesz mi ubliżać?”

– O tak, to nie ma – stwierdził sprowokowany Sid. – Trzy dni spędzisz jako wycieraczka z zewnątrz. – Pstryknął palcami, drzwi się otworzyły, wycieraczka sama wysunęła za próg i tylko trzask ogłosił zamknięcie drzwi.

– Wrócimy do tematu? – zapytał mężczyzna, sugestywnie dając do zrozumienia, że próbuje zachowywać się jakby to nie miało miejsca, na co chłopak pokiwał tylko głową zmęczony.

– Tak więc bogowie to istoty, które mając odpowiedni Talent, dotknęły za życia jakiejś duszy i pochłonęły część jej energii przez co ich ciała i dusze wyewoluowały. Zarówno Uranos, Gaja, czy Odyn czy wielu innych. Byłem właśnie kimś takim. – Westchnął ciężko. – Jakie to nostalgiczne, moja rasa była praktycznie wymarła, a mnie czekała nieśmiertelna tułaczka. Wyruszyłem więc ku gwiazdom. Tam odkryłem, że świat jest znacznie większy, a istoty z duszami narodziły się z działań istot nie posiadających duszy. Posiadaczy czegoś znacznie bardziej niezwykłego w to miejsce. Źródła. Są istotami najwyższego rzędu we wszechświecie. Nie ma w tym świecie nic ponad nimi. – Spojrzał ku sufitowi, jakby widział przez niego otchłań kosmosu. – Wiedziałem już o nich, ale jeszcze nie spotkałem, żyłem pochłaniając kolejne dusze i próbując ewoluować dalej. Aż do tego pamiętnego spotkania. Istoty z waszych kultur, podań i opowieści, które najbardziej przypominają te byty, to byliby Wielcy Przedwieczni. Walczyłem z nim i kiedy się okazało, że byłem w stanie go zranić, był pod takim wrażeniem, że zmusił mnie do posłuszeństwa. Długo jako jego podwładny podróżowałem po wszechświecie zbierając mu dusze.

– Po co komuś takiemu dusze, skoro może sam je tworzyć?

– Może stworzyć rasę, która będzie miała dusze, ale nie same dusze. Ponadto nie ma lepszego sposobu niż zgromadzić wiele dusz i wyrwać z nich przydatne Talenty umieszczając je w jego pionkach, a Energię wykorzystać jako broń. Stworzyć niepokonaną armię.

– Armię? – Oskar zaczął masować nos na wysokości oczu. – Po co komuś takiemu armia?

– By pokonać pionki innej istoty jego kalibru i pochłonąć jej Źródło. Wszystko po to by ewoluować. Anioły prowadzą wojnę we wszechświecie właśnie na rozkaz istoty ze Źródłem, ich Ojca, czy jak wolisz, Stworzyciela.

– A to jak sprowadza się do naszej historii? – Oskar przytłoczony rozmiarem historii, spojrzał na Sida z nadzieją w oczach.

– Gdy tak podróżowałem i byłem pod jego kontrolą spotkałem innego Stworzyciela. Trwał w kosmosie uśpiony. Nawet jeżeli regenerował siły po bitwie z innym takim jak on, wiedziałem że nie mam szans go pokonać w walce. Jednak postanowiłem zrobić coś głupiego. Dopuścić się tabu – mówił z kwaśną miną. – Największym tabu żywiącego się na duszach jest dotknięcie żyjącej duszy. To może być niewyobrażalne w skutkach. Ja z kolei postanowiłem pochłonąć część energii z żywego Źródła. Złamałem dwa tabu jednym czynem. Na skutek tego, posiadłem moc znacznie przewyższającą to co może posiadać byt z duszą i zabiłem obudzonego i osłabionego przeze mnie Stworzyciela. Moja dusza się zapadła, jest w stanie przed implozyjnym. Niczym zapadnięta gwiazda na chwilę przed supernową. Uwolniłem się też wtedy od kajdan mego pana i udałem się na tę planetę. Kiedy pożyłem tu chwilę postanowiłem osiedlić się na niej na stałe i stworzyłem barierę chroniącą was przed kimkolwiek kto chciałby zmienić was w surowiec. Ale pewnego dnia komuś udało się ją spenetrować i tak na Ziemię dotarły anioły.

– Nie możesz naprawić wyrwy?

– Samo utrzymanie Bariery pochłania większość mojej mocy. Ponadto udało im się ją uszkodzić dlatego, że ich Stworzyciel udzielił im pomocy. Jestem za słaby. – Pochylił głowę. – Wiem, że powinienem to zrobić przed całą ludzkością, ale proszę byś wysłuchał tego jako ich reprezentant.

– Przepraszam.

Oskar oklapł na fotelu. Jego ręka zadrżała, niemal wylewając zawartość filiżanki.

– Można było tego uniknąć? – powiedział martwym głosem. – Moi rodzice, moja młodsza siostra. Inni też, oni wszyscy mogli żyć?

– Przez tysiące lat szukałem kogoś mającego potencjał by naprawić tę wyrwę. – Uniósł głowę. – Ale ludzie przeważnie się nie przebudzali, dlatego nie udawało mi się skutecznie znaleźć potrzebnego Talentu. Aż trafiłem rok temu na ciebie. Możesz zapobiec dalszemu napływowi aniołów na Ziemię.

– Dlaczego mam ci wierzyć! – Oskar zerwał się z fotela i doskoczył do Sida. Złapał jego kołnierz i przyciągnął go do siebie. – Dlaczego nie mogłeś ich powstrzymać! Jesteś tak silny, prawda?!

– Gdybym zdjął barierę bez problemu w ułamku sekundy uśmierciłbym wszystkie anioły na Ziemi, ale wtedy zostałbym odkryty i wiele bytów we wszechświecie zleciałoby się na tę planetę aby dorwać takie dziwactwo. – Spuścił wzrok. – Nawet bez zdjęcia bariery prawdopodobnie dałbym radę, ale bałem się że mogę przekroczyć punkt krytyczny i eksplodować zabierając ze sobą na tamten świat cały ten układ słoneczny i możliwe, że kilka najbliższych.

Słysząc go, chłopak stracił siłę w rękach. Zadrżał na nogach i zrobił kilka kroków w tył.

– Mogłeś współpracować z Lucyferem.

– Tak zrobiłem. Częściowo to dzięki mnie wrócił do bycia Archaniołem, ale wtedy starałem się naprawić wyrwę jak najszybciej. Wciąż się łudziłem, że uda mi się i zapobiegnę zstąpieniom kolejnych aniołów.

Oskar usiadł ponownie.

– Mogę ją naprawić. Tak mówiłeś?

– Tak – przytaknął. – Ale nie zrobimy tego szybko, tylko krok po kroku. Potrwa to sporo czasu. Będziesz ze mną współpracował?

– Czego chcesz? – Chłopak uniósł wzrok. – Ale wiedz przedtem, że zrobię wszystko co w mojej mocy by cię zabić jeżeli przez sekundę będę miał wrażenie, że coś kombinujesz.

– Dobrze – powiedział usatysfakcjonowany. –  Zacznijmy więc od początku. Wiesz co jest twoim talentem?

– Mogę używać tych paranormalnych zdolności?

– Błąd. To może każdy kto panuje nad Mocą drzemiącą w jego duszy – stwierdził rzeczowo. – Ty możesz asymilować moc dusz, jako swoją.

– To jestem bogiem jak ty? – Zmarszczył nagle brwi.

– Nie. Kiedy ja pochłaniam Energię, to moja dusza ewoluuje. Ty po prostu na stałe zwiększasz porcję swojej duszy, która kumuluje Energię. Gdy zasymilujesz jedną całą duszę, będziesz posiadał moc porównywalną do dwóch dusz. Dlatego poniekąd tak szybko rośniesz w siłę. – Wskazał go palcem. – Pochłaniasz całą moc dusz jaka znajduje się akurat w okolicy. Nawet teraz gdy ja używam mocy, to część która jest odpadem w atmosferze jest przez ciebie podświadomie pochłaniana i asymilowana.

Sid wstał powoli i odszedł do komody przeglądając szuflady.

– Jednak proces asymilacji ładunku duszy, a jakiejś tam nieznaczącej energii z atmosfery, to kompletnie inne sprawy. W pewnym sensie masz najstraszniejszy Talent we wszechświecie, nawet nie robiąc kompletnie nic, będziesz rósł w siłę.

Wyjął z szuflady niewielką buteleczkę zawieszoną na rzemieniu z oślepiająco jasno lśniącym, białym płynem. Uniósł wisiorek na wysokość piersi i wykonał ruch dłonią jakby chciał nakierować zapach na Oskara. Z buteleczki wystrzeliły dwie niewielkie białe iskry i szybko wleciały w pierś chłopaka.

Ten zachłysnął się powietrzem z bólu w czasie gdy po wszystkich żyłach na jego ciele rozeszło się w oka mgnieniu białe światło. Zaraz potem spadł z fotela i wylądował na kolanach. Wypluł dużo krwi i poczuł jak coś gorącego wypływa mu z uszu i oczu. Dotknął tego palcem i zobaczył gęstą, ciemną krew.

Sid doskoczył do chłopaka i przykładając mu dłoń do czoła stwierdził.

– Wybacz. Zapomniałem ci powiedzieć byś uniósł gardę mentalną.

Oskar, który wrócił już całkowicie do normy, gdy Sid go uleczył, usiadł ponownie na fotelu wypompowany, mówiąc w gniewie.

– Idioto. Sam odebrałeś mi moc. Zrobiłeś to specjalnie?

– Mylisz, że próbowałbym cię zabić specjalnie? Jesteś mi potrzebny! – warknął Sid i gdy zobaczył zaskoczone spojrzenie Oskara, odwrócił naprędce wzrok.

– To mogło mnie zabić?

– Chodź. Teraz muszę coś ci wytłumaczyć – stwierdził, jawnie ignorując uwagę, po czym skierował się ku drzwiom.

Oskar wstał chwiejnie. Nie podobało mu się jak jest traktowany, ale zrozumiał, że z tym gościem nie ma sensu oczekiwać niczego lepszego.

Wyszli na zewnątrz kompletnie ignorując fakt, że napis na wycieraczce się zmienił i skierowali się w stronę lasu. Choć bardziej pasowało stwierdzenie, że Sid prowadził Oskara gdzieś z dala od domu w głębi lasu. Po kilku minutach marszu mężczyzna odwrócił się do chłopka i wskazał jedno z drzew stojące stosunkowo daleko od nich.

– Widzisz ten najgrubszy dąb? Powiedz co się stanie jakbyś spróbował go dotknąć stąd swoją wolą?

Oskar zastanowił się chwilę.

– Pewnie pękł by na kilka części. Choć stąd to może nawet nie tyle by pękł co po prostu popękał z zewnątrz?

– Dobrze, a teraz, czujesz te dwie dusze które ci dałem?

– To były dusze?

– Spokojnie. Są pozbawione jakiejkolwiek świadomości. – Wyjął wisiorek z kieszeni. – Gdyby miały Ego mogłyby ci namieszać w głowie.

– Ile ich tam jest? – zapytał skołowany, wskazując buteleczkę.

– Trochę ponad siedemdziesiąt trzy miliony – powiedział to jak jakiś trywialny fakt. – Nie to jest teraz ważne. Czujesz je w sobie?

Znowu się skupił i pokiwał głową.

– Dobrze. Chcę żebyś starał się zwiększać nie tylko zasób Energii własnej duszy, ale także ilość mocy którą możesz jednorazowo użyć.

Oskar kiwnął głową rozumiejąc co ma na myśli.

– Teraz się skup – stwierdził bardzo poważnie Sid. – Weź z obu dusz okruszynkę mocy, wmieszaj ją w swoją wolę i dotknij tego dębu.

Oskar kiwnął tylko głową. Uniósł dłoń i gdy ta zaczęła lekko lśnić, białe światło błysnęło w miejscu gdzie stał dąb i ten wraz z wszystkimi drzewami znajdującymi się w promieniu prawie piętnastu metrów od niego, zmieniły się w drzazgi.

Chłopak patrzył niedowierzając z szeroko otwartymi ustami i dysząc ciężko od obciążenia jakie wywołało to na jego ciele.

– Widzisz, chcesz to potrafisz. Teraz nauczę cię innych ważnych rzeczy nim ruszysz dalej. I pamiętaj żeby trenować. W końcu żeby zaplombować tę wyrwę musisz być w stanie używać mocy porównywalnej do dziesięciu milionów dusz jednoscześnie. – Gdy Sid skończył mówić z szerokim uśmiechem, złapał chłopaka za kołnierz i zaczął za sobą ciągnąć. Tym czasem Oskar wydusił z siebie tylko jedno słowo.

– Ilu?!

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *