Rozdział 12 – Co dalej?

Cz. 12

Co dalej?

Klaudia siedziała opierając się plecami o drzewo. Jej bok pokryty był wielkim opatrunkiem. Wciąż odczuwała przeszywający ból, jednak zarazem mogła zauważyć jak zmniejszał się z sekundy na sekundę. Według przewidywań Roberta po jakiejś godzinie powinna znów być zdolna normalnie się poruszać.

Spojrzała na wszystkich wokół. Michał z Robertem wciąż nie przetrawili informacji o Lucyferze. Andrzej palił papierosa za papierosem, coraz gwałtowniej się zaciągając. Zik z Asemodem czatowali niedaleko grupy, dając im spokojnie czas by wszystko przemyśleli.

Klaudia zastanowiła się, co sama myśli po usłyszeniu tych informacji. Z jednej strony odczuwała ulgę, bo wszystko sugeruje, że spora część demonów w rzeczywistości może chcieć współpracować z ludźmi, jeżeli tylko Lucyfer by znów pojawił się na scenie. Z drugiej, napawała ją niemal wstrętem myśl, że miałaby walczyć u boku demonów które wielokrotnie mordowały ludzi z czystej przyjemności.

Jednak każdy sojusznik przeciwko aniołom był mile widziany, nawet jeżeli byłby to drugi anioł. Musiała jednak wziąć pod uwagę, że dowództwo ludzi będzie bardzo sceptyczne by zawiązać sojusz z demonami i szczerze mówiąc, kompletnie jej to nie dziwiło.

Potrząsnęła lekko głową od natłoku myśli. Czuła że musi wrócić do początku. Czy miała jakikolwiek powód by wierzyć słowom Zika i Asemoda? Przeczucie jej mówiło, że nie kłamią, ale nawet jeżeli ich wersja jest prawdziwa, to nawet oni nie mogą zagwarantować, że Lucyfer dołączy do nich w tej wojnie.

Dziewczyna sama nie dowierzała własnym myślom. Zastanawiała się, czy najstraszniejsza istota przedstawiana w biblii zostanie sojusznikiem ludzkości. Już same te słowa mogły wywołać rozprzężenie wśród ocalałych.

W czasie gdy te kłębiące myśli nie dawały jej spokoju i zaczęła mieć wrażenie, że traci rozum, przypomniała się jej pewna historia. Kiedy Oskar wciąż był w zespole, dostali misję w czasie której niemal pewnym było, że będą musieli zmierzyć się z Archaniołem. Oczywiście według planu dowództwa cała odpowiedzialność spadła na jedynego Obdarzonego w zespole. Oburzona Klaudia chciała zaprotestować i gdy zapytała się Oskara czy rozumie, że będzie musiał walczyć z Archaniołem, ten kiwnął tylko głową i z nonszalanckim uśmiechem zapytał. „– No, i?”

Kiedy tylko ten obraz pojawił się w jej głowie, wybuchła śmiechem. Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni.

– Co się stało? – zareagował Robert zmartwiony, że przeoczył coś w trakcie leczenia.

– Przepraszam – uspokoiła go szybko. – Pomyślałam sobie tylko, że za bardzo się tym przejmujemy. Zastanówcie się co by zrobił w tej sytuacji Oskar.

Po chwili zastanowienia…

– Skecz – zawyrokował Andrzej.

– Przyłożyłby aniołowi, by się najzwyczajniej odprężyć, przyłożyłby aniołowi – powiedział jakby olśniony Michał.

– Zrobiłby minę jakby to wszystko go przerastało, wzruszył ramionami i zrobiłby co trzeba wyśmiewając wszystkich wokół, okazyjnie narzekając. – w głosie Roberta nie było nawet cienia kpiny w przeciwieństwie do pozostałej dwójki.

– Z nas wszystkich, ty lubisz go chyba najbardziej. – Andrzej spojrzał w stronę metalowca łamane przez harleyowca, z drażniącym uśmiechem.

– Mylę się? – zapytał twardo Robert.

– Nie, zdecydowanie nie – wcięła się Klaudia. – Dlatego zamiast się zastanawiać nad czymś, na co nie mamy wpływu, powinniśmy podjąć najważniejsze decyzje.

– Co robimy? – Michał rzucił pytaniem, niczym stwierdzeniem.

– Po pierwsze musimy skończyć misję eskortową – zaczął Andrzej.

– Co do Lucyfera, nie wierzę, że to mówię, ale jest obiecującym sojusznikiem – powiedział Robert pozbawionym energii głosem. – Ale nie wiemy, czy rzeczywiście by nam pomógł.

– Powinniśmy go znaleźć i dopiero potem decydować co zrobić. Po drodze zdecydujemy jak go przekonać i nie wywołać rozprężenia u ocalałych jednocześnie. W końcu nie wiemy czego się po nim spodziewać, póki go nie spotkamy – oświadczyła Klaudia. – Ale najpierw, nie sądzicie, że powinniśmy uciekać? Pokonaliśmy Przesyłaki, skąd pewność, że anioły nie wyślą zespołu by sprawdzić co się stało i odzyskać resztki?

– Resztki pokonanego z Zikiem i Asemodem zostały daleko stąd, ale czy po sztuce która walczyła z Oskarem coś zostało?

Spojrzeli po sobie w milczeniu.

– Ciekawe czy się upewnił, że się już więcej nie zregeneruje – skomentował Michał.

– Mówimy tu o Oskarze, nie wydaje mi się, żebyśmy mieli szczególnie duży powód do zmartwień – stwierdził Andrzej, lecz po chwili dodał. – Na wszelki wypadek miejmy się na baczności, choć nie sądzę, żeby po walce z Oskarem, Przesyłak wyszedł bez szwanku, więc powinien być co najmniej osłabiony.

Wszyscy byli zgodni, że takie podejście będzie najsłuszniejsze. W końcu Przesyłaki były czymś nowym, zagrożeniem, z którym nie radzili sobie do tej pory nawet Obdarzeni.

– Więc plan jest prosty, eskortujemy świeżaków do miasta i później składamy papiery z prośbą o przepustkę na zewnątrz żeby znaleźć Lucyfera? – podsumował Michał.

– Teoretycznie tak, ale to nie będzie takie proste. Dowództwo nas tak łatwo nie wypuści, szczególnie po sytuacji z Oskarem.

– Co się stało? – zapytała Klaudia zagubiona.

– Jeszcze nie wiesz. – Andrzej przyłożył dłoń do czoła, przypominając sobie, że jej jeszcze nie wtajemniczyli. – Wyszedł po za teren, który miał patrolować, uznali go za dezertera. Geniusz postanowił, więc że ucieknie na jakiś czas i w przyszłości spróbuje wynegocjować sobie prawo do powrotu.

Dziewczyna spochmurniała i spojrzała po całej trójce sceptycznie.

– A prawdziwy powód?

Spojrzeli po sobie, nie do końca rozumiejąc co ma na myśli. Kiedy dotarło do niej jak krótkowzroczni są w tej sytuacji, zaczęła tłumaczyć.

– Mówimy tu o Oskarze. Jest jednym z czterech najpotężniejszych Obdarzonych stojących po stronie ludzi. Fakt, że słucha się rozkazów już jest trudny do wytłumaczenia. Pozostali trzej żyją sobie spokojnie i tylko wykonują misje, które tylko oni mogą wykonać, przez resztę czasu żyjąc i pławiąc się w luksusach, na jakie mogą sobie teraz tylko pozwolić. – Westchnęła ciężko przez myśl, że wciąż do nich nie dotarło co ma na myśli, choć zauważyła, że na twarzach trójki zaczął świtać cień zrozumienia. – Nawet gdyby postawił na swoim i dołączył do nas, bo tak, ostatecznie po prostu by to zaakceptowali. Nawet jeżeli by się im to nie podobało. Tymczasem on posłusznie wykonuje rozkazy i nawet patroluje barierę. Naprawdę myślicie, że ktoś taki mógłby być oskarżony o dezercję, gdyby zszedł z posterunku na kilkanaście minut, żeby pozbyć się nowego zagrożenia?

– Schrzaniłem – stwierdził Andrzej drapiąc się po głowie. – W ogóle nie przemyślałem sytuacji. Ale ze mnie idiota.

– Nie zrobiłeś nic źle – zapewnił go Michał. – My dwaj też tego nie zauważyliśmy. – Wskazał siebie i Roberta. – Po pierwsze kiedy o tym usłyszałeś, wciąż byliśmy na szpilkach po walce, do tego żaden z nas nie ma takiej obsesji na punkcie Oskara jak Klaudia.

Dziewczyna spojrzała na Michała zdenerwowana.

– Naprawdę potrzeba obsesji, żeby nie być idiotą?

– Przepraszamy. – Wszyscy trzej powiedzieli to chórem, mimo że winny był tylko Michał. Był to częsty widok, wielokrotnie gdy żartowali sobie z Klaudii i Oskara, łączyli siły w przeprosinach.

– Ale to kłopotliwe. – Wrócił do tematu Andrzej. – Co mogło być powodem, żeby zniknął tak bez tłumaczenia powodu?

– Dowiemy się w swoim czasie – rzekł Robert. – Tymczasem musimy zająć się swoimi sprawami, zbyt łatwo nikt go nie dorwie. – Po tych słowach wstał i dał znak Asemodowi i Zikowi by się zbliżyli.

***

Nim jeszcze zostali zawołani, Asemod z Zikiem skupiali się na otoczeniu, próbując wyłapać potencjalne zagrożenia. Dokładnie słyszeli treść rozmowy Andrzeja i reszty, w końcu nie byli ludźmi, ich zmysły bez trudu na to pozwalały.

– Co myślisz o ich planie? – zapytał demon.

– Nie mogą ocenić czy można nam ufać póki nie dowiedzą się, czy Lucyfer dołączy do ludzkości. Choć może lepiej powiedzieć, że nawet jeżeli nam zaufają, to nie mają gwarancji, że nasz plan przyniesie im korzyści. Więc, podejmują najrozsądniejszą decyzje na daną chwilę – stwierdził rzeczowo anioł.

– Brzmisz jakbyś sam nie wiedział, czy Lucyfer pomoże.

– Zastanawiam się, czy nie uzna wpierania samych demonów za korzystniejsze niż sojuszu z ludźmi – odpowiedział szczerze. – Prawdą jest, że wszystko zaczęło się od chęci pomocy ludziom, ale on sam musiał wiele przejść w tamtym czasie. W końcu zdradził swoich braci, na moim sumieniu okazało się to wielkim brzemieniem. Możliwe, że ma dość, jednostronnego udzielania im pomocy. Dlatego mógł zniknąć.

– Jest też opcja, że nie zamierza w ogóle interweniować. – dodał Asemod.

– To prawda. Tak czy inaczej musimy się mieć na baczności. Jeszcze nie rozumieją jak wiele może się zmienić w najbliższym czasie. – rzucił okiem przez ramię.

Wtedy też zobaczyli jak Robert daje im znak żeby się zbliżyli. Nim to zrobili, anioł jeszcze powiedział.

– Jednak mimo wszystko, wciąż nie rozumiem jednej rzeczy.

– Jakiej? – zapytał zafrasowany demon.

– Co miał na myśli, poprzez „Przyłożyłby aniołowi”?

Demon zaśmiał się mimowolnie w głos i ruszył ku grupie.

– Nie, naprawdę się pytam co miało znaczyć to „Przyłożyłby aniołowi” i dlaczego powiedział to dwa razy? – rzucił, ruszając za Asemodem

 

 

Poprzedni | Strona Główna | Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *